O nas

Moje zdjęcie
Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Dirty pistols without Love przeładowanie 4

-Nie spieszyłaś się zbytnio z tą kawą. A może zagotowanie wody to szczyt twoich możliwości kulinarnych?- Wdech, wydech. Wdech, wydech. Uśmiechnij się, miałaś być uprzejma. - Co to za mina? Jak musisz do toalety, to idź, ja ci drzwi nie trzymam. -  Brunet ślicznie się uśmiechnął. Jak ja go nienawidzę.
Ni stąd, ni zowąd, na stole pojawiła się Fantom. Tak się na niego patrzyła, jakby jej mleko wypił.
-No dobra, dobra. Będę miły. Nie ma to jak wzajemne wsparcie bab, masakra....- westchnął ciężko i oparł się na oparciu fotela zrezygnowany.
Coraz bardziej lubię tę kotkę. Jest między nami ta nić porozumienia. Postawiłam kawę przed Maxem i sama usiadłam na kanapie z herbatą. Po głowie kołatało mi się tysiąc różnych pytań. Od czego by tu zacząć....

-Widzę, że nie wiesz jak masz zacząć. Może ci trochę pomogę. Czego chcesz się najpierw dowiedzieć? Czegoś o mnie?
-Może być na początek. A więc jesteś Max, nie radzisz sobie z kotami i... ? -kurde, a miałam być miła.
-Akurat Fantom jest wyjątkiem, ale niech ci będzie. W sumie to niewiele mogę ci o sobie powiedzieć. Jak pewnie zauważyłaś, jestem wysoki, dobrze zbudowany, przystojny...
-Max, dajmy już sobie spokój.- zaczęłam się troszkę irytować.
-Spokojnie, buntowniczko. Nazywam się Maksymilian Grayson, a kotka to Fantom. Pochodzę z Nowego Jorku i przyjechałem do Polski tylko po to, by zabrać cię na życzenie Lizy do jej starego przyjaciela, pod którego prawną opieką teraz się znajdujesz. Jakieś pytania?
 Zamurowało mnie. Jak to do Nowego Jorku? Na jakie życzenie? Jaki przyjaciel na innym kontynencie?
-Zupełnie nie rozumiem o czym mówisz.
-Na prawdę Liz nic ci nie zostawiła? Żadnego notesu, listu, nic? Pomyśl, przypomnij sobie. Nic ci nie zostawiła rano?
-Czekaj, czekaj, czekaj... Powtórz ostatnie zdanie.
-Pytałem się, czy nic ci nie zostawiła rano.
- Nie może być. Zaraz wrócę.

Wybiegłam z salonu tak szybko, że prawie zatrzymałam się na zamkniętych drzwiach do mojego pokoju. Nacisnęłam gwałtownie klamkę, dorwałam się do szuflady w biurku i wyciągnęłam z niej mały pakunek. Czy to możliwe, że tu znajduje się jakaś odpowiedź? Zaraz się okaże, chociaż nie jestem pewna, czy chcę ją poznać. Ścisnęłam mocniej w ręku prezent urodzinowy od cioci Lizy i ruszyłam z powrotem do salonu, gdzie usiadłam na swoim miejscu. 

-Co to jest?-pyta się Max.
-Oświeciło mnie jak powiedziałeś o dzisiejszym poranku. Mogę się mylić i to jest zwykły prezent urodzinowy, albo to będzie wyjaśnienie wszystkiego, co się do tej pory wydarzyło.

Głośno przełknęłam ślinę. Zupełnie zaschło mi w gardle.  I czym ja się głupia tak stresuję. Przecież nie rozbrajam bomby zegarowej. To tylko zwykły prezent, zwykły prezent, zwykły prezent, zwykły....  Położyłam paczuszkę na kolanach i powoli zaczęłam odwijać z ozdobnego papieru i wstążki. W środku były koperta i pod nią czarne metalowe pudełko wielkości szkolnego zeszytu zdobione namalowanymi złotymi kiśćmi winogron i ich gałęziami. Zdjęłam przeszkadzającą kopertę i oczarowana przyglądałam się dziwnej puszce. Na samym środku pokrywki widniał złoty napis pisany pięknym zawijanym pismem. Tenryuu. Co za dziwna nazwa. Brzmi jakoś znajomo.  Zaczęłam jeździć delikatnie opuszkiem palca po napisie. W mojej głowie cały czas rozbrzmiewał ten wyraz. Tenryuu. Niechcący strąciłam kopertę, którą wcześniej zdjęłam. Wytrąciło mnie to z transu w jaki wpadłam. Zdziwiona spojrzałam się na Maxa, a nie na spadającą kopertę. Dopiero wtedy zauważyłam, że cały czas uważnie mi się przyglądał. Patrzył na każdy mój ruch, na najmnijeszy oddech, na każde mrugnięcie. Poczułam się strasznie skrępowana. Zaczęłam się rumienić. Choleraaa..... Czemu on musi być taki przystojny! Jednak mimo całej krępacji nie mogłam przestać się patrzeć w jego głęboką zieleń oczu. Wciągała mnie coraz bardziej z każdą mijającą sekundą. Podejść, zatopić się jeszcze bardziej. W nim. Do niego...  Napięcie między nami rosło z chwili na chwilę. 

Nagle naszą uwagę odwrócił czarny punkt przesuwający się między nami. Zaczęłam go śledzić i kątem oka widziałam, że Max też to robi. Po chwili w końcu zorientowałam się co to było -  końcówka podniesionego ogona Fantom, która chodziła w kółko po podłodze. Spojrzeliśmy sobie z Nowojorczykiem w oczy i wybuchliśmy histerycznym śmiechem. Gdy już ochłonęliśmy, kotka leżała na podłodze obok koperty. Schyliłam się po nią, po czym ją otworzyłam i wyjęłam jej zawartość. Był tam list. Do mnie. Znowu spojrzałam się na Bruneta z wahaniem.

-Nie jesteś ciekawa, co jest tam napisane? - Wyraźnie wyczuł moją niepewność. 
-Jestem bardziej przestraszona niż zainteresowana tym, co tam może być napisane. Wiesz, tak jakby, to moje życie wywraca się do góry nogami. 
-Masz rację i to dlatego się pytam, czego jeszcze się wahasz. W sumie masz dwa wyjścia. Pierwsze: zignorować wszystko i polecieć ze mną. Drugie: dowiedzieć się czegoś i wyjechać ze mną. To, jaką podejmiesz decyzję, zależy wyłącznie od Ciebie i nikogo więcej.
-Ja widzę jeszcze trzecią opcję. Przeczytam list i zostanę tutaj a ty polecisz sobie, gdzie tylko zechcesz. 
-Obawiam się, że trzecia opcja nie wchodzi w rachubę. Więc jak? Czytasz? Czy nie?
-Czytam- odpowiedziałam zdecydowanie.
-Zanim zaczniesz, powiedz mi jedno. - Trochę zaskoczyło mnie to pytanie.
-O co chodzi?
-Ten pakunek wyglądał jak prezent. Dostałaś go dziś rano. Czyżbyś miała dzisiaj urodziny?

Spuściłam głowę. Nie chciałam pamiętać, że się urodziłam. Nienawidziłam swoich urodzin. W głębi duszy zawsze wiedziałam, że wypadek, w którym straciłam rodziców był przeze mnie. To była tylko i wyłącznie moja wina. Gdyby mnie nie było, nic by się nie stało. Nienawidziłam siebie za to, że w ogóle istniałam. Teraz wydarzyło się to samo. Znowu straciłam coś na czym mi zależało, nawet jeśli z całych sił próbowałam od siebie to odtrącić. Ale przyrzekłam sobie już 12 lat temu, że nie będę więcej płakać, nieważne co się stanie. Dotrzymałam złożonej obietnicy. Nie uroniłam ani jednej łzy. Ale nigdy sobie nie wybaczyłam. Dlatego też nigdy nie obchodziłam urodzin. 

-Nawet jeśli, to co z tego? Czy to jest tak ważne, że musiałeś koniecznie zapytać właśnie o to? 
W moim głosie nie było nawet echa emocji. Nastała głucha cisza. Po chwili Max głośno westchnął.
-Niezbyt. Akurat tak się składa, że ja chyba najmniej  przejmuję się czymś takim jak data urodzin. Ale myślę, że dobrze jest znać i pamiętać o swoich urodzinach, ponieważ niektórzy nie mają nawet takiego szczęścia poznać prawdziwej daty przyjścia na świat. Jednak ważniejsze od daty jest sam fakt pamiętania o tym, że się urodziło oraz że ciągle trzeba żyć i iść naprzód mimo wszystko. Wiesz o czym mówię, prawda?
-Rozumiem. Powiedz mi tylko, czy można żałować, że się kiedykolwiek urodziło tak bardzo, że nie ma się siły umierać? - Podniosłam głowę i spojrzałam na Bruneta w oczekiwaniu na odpowiedź.
-Sama musisz znaleźć odpowiedź.-Wstał i poczochrał mnie po głowie, po czym wyszedł zabierając ze sobą pusty kubek po kawie. Dziwny gest, ale mnie uspokoił i dzięki temu znalazłam odwagę do przeczytania listu.

---------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że spodobał się czwarty rozdział i nikogo z czytających nim nie rozczarowałam. Czy Elen znajdzie odpowiedź na pytanie? Co tak na prawdę czuje Max? I czym jest tajemnicza puszka z napisem Tenryuu? Jest wiele pytań jakich można zadać po tym rozdziale. Tylko czy znajdzie się na nie odpowiedź.... 
Życzę owocnych poszukiwań własnych rozwiązań. I miłych snów. Kahowska :D

2 komentarze:

  1. boskie i czekam na więcej.... dziekuje za niespodzianke:*
    kocham cię Kaho<3
    Usia:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz to w ogóle nie zasnę bo będą mnie dręczyły te pytania!!!
    Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału!!!
    Jak zwykle zajebisty rozdział i w ogóle <3
    Emiko:*

    OdpowiedzUsuń