" Eh... Jak ten czas szybko leci..."
Wstałam ledwo z futonu i ubrałam swój mundurek. Był niezbyt ładny ale
tak musiałam się ubierać. Uczesałam moje piękne włosy i ruszyłam w
kierunku kuchni. Usiadłam na krześle i złapałam za pałeczki. Nie
zauważyłam, jak w jednej chwili dostałam ścierą przez łeb.
- Liar! Poczekaj na Kaniego! Ile ty masz lat !? Sześć?
- Nie dziadku... To już szesnaście.
- Jak ten czas szybko leci. Jeszcze pamiętam czasy, jak byłaś ładną małą dziewczynką. A teraz co?!
- No co dziadku?! Coś nie tak?!
- Spójrz w lustro!
Podeszłam do lustra wiszącego na korytarzu. Wyprostowałam się i
ujrzałam dziewczynę w brudnym pomarańczowym mundurku i grymasem na
twarzy, pięknie uczesanymi, ale nieobciętymi włosami. Poprawiłam strój i
wybąkałam do dziadka
- A ty jak wyglądasz? Co ?!
- Ja jestem stary, a ty chyba sobie nigdy chłopaka nie znajdziesz!
- A co ciebie to obchodzi, co!?
- Jak ty się do dziadka odzywasz!?
- Normalnie!
Usiadłam przy stole wyczekując tego lisiska jednego. Burczało mi w
brzuchu. Nagle usłyszałam rozsuwanie drzwi i kroki tego demona.
Odwróciłam się i ujrzałam tego samego faceta, uczesany, pachnący i
wysoki spojrzał na mnie i wysłał mi pogardliwy uśmiech.
- A ty jak zawsze niechlujna... Kończysz trzecią klasę gimnazjum, a nadal wyglądasz jak bezdomny.
- Jak śmiesz! Sądzisz, że jak laski uganiają się za tobą, to od razu jesteś taki fajny!?
- Tak uważam ty prosta, głupia dziewucho.
- Że co!?
- A co? Głucha jesteś1?
- A!!!
Szybko złapałam za jego pałeczki i jednym, szybkim ruchem wsadziłam
jedną z nich mu do nosa. Zaczął krzyczeć jak nienormalny i rzucił we
mnie miską ryżu.
- Ty jesteś nienormalny!
- A ty, to może lepsza?
- A ty jesteś debilem!
- Ty też!
Nagle dziadek uderzył w stół. Kłótnia ustała, a ja się szybko wyprostowałam.
- Jestem już stary, a wy mi się tutaj kłócicie? Nie wstyd wam?
- Wstyd, wstyd dziadku.
- Tak.
- No. Ty, Liar już do szkoły, a ty... A no właśnie. Gdzie ty się Kani wybierasz?
- Ja mam randkę.
- Tak wcześnie?
- No bo...
- Dobra nieważne.
Wybuchłam prosto lisowi w twarz.
- Hahahah! Jak taki kretyn jak ty może mieć dziewczynę, co?! HAHAHAHA!
- Nie rżyj tak, bo zmarłych obudzisz. Zazdrościsz, bo sama nikogo nie masz.
Normalnie poczułam się jak ktoś gorszy, gdy mi to powiedział. Kani
stanął przed lusterkiem i nagle zniknęły mu uszy i ogon. Pewnie wybierał
się do ludzkiego świata. Złapałam za torbę i ruszyłam do szkoły.
Koniec roku minął mi szybko, a wraz z wakacjami postanowiłam szukać sobie jakiegoś dobrego liceum.
Wreszcie znalazłam idealną szkołę dla mnie. Musiałam tylko oznajmić
dziadkowi, że wybieram się do miasta i że będę musiała tam zamieszkać.
Kiedy zbliżył się wieczór postanowiłam porozmawiać z dziadkiem. Usiadłam
przy stole razem z nim.
- Dziadku...
- Tak?
- No bo wiesz... Skończyłam gimnazjum i idę do liceum, prawda?
- No tak.
- I znalazłam jakieś dobre...
- A jakie?
- Ono jest w mieście. Jakieś 150 kilometrów od nas.
- Nie ma mowy.
- Ale dziadku!
- Nie, ja nie będę po ciebie jeździł, jak ci się coś stanie.
- Ale ja mam szesnaście lat! Nie jestem już dzieckiem. Umiem o siebie zadbać.
- Haha. Nie umiesz nawet ugotować obiadu.
- To... To nie jest powód!
- To jak masz zamiar tam żyć? Za co?
- Znajdę pracę, dostanę stypendium.
- Ale będziesz tam sama...
- Dobrze wiesz, że sobie poradzę.
- Nie zgadzam się.
Wstałam nerwowo i spojrzałam surowo na dziadka. Nagle w progu znalazł się Kani. Uśmiechnął się .
- Dziadku, pozwól jej jechać. W końcu będę sam...
- Wiesz co Kani? Jak jesteś taki chętny do tego, żeby Liar pojechała sama do wielkiego świata, to może pojedziesz z nią.
- C..Co?
- No co? Jesteś taki aktywny...
Kani zrobił wielkie oczy jak żaba. Otworzył usta, a z nich wystawały
jego zęby, które te jego lalunie tak kochały. Wiedziałam, że on tego nie
chce, a ja sama tego nie chciałam. Zniszczyłby wszystko, na co tak
ciężko pracowałam. Aż mu uszy oklapły i ogon.
- Nie ma mowy dziadku, nigdzie z tą dzikuską nie pojadę.
- Jak możesz?! Sam jesteś lisem!
- Ale tylko w połowie.
- Argh!
- Więc ustalone. Jedziecie razem. Wtedy ci pozwolę Liar.
- Ale ja nie chce. Nie chce! Proszę dziadku.
- Sam cię nie puszczę.
Wściekła wstałam i pobiegłam do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i
wzięłam książkę, którą dawno temu dał mi Kani. Otworzyłam ją, jednak
nadal nie mogłam rozszyfrować tych głupich znaków. Rzuciłam książką w
róg i padłam na futon. Leżałam tak i myślałam, co mam wykombinować.
Wreszcie wymyśliłam, że ucieknę.
Gdy nastała noc spakowałam wszystkie moje rzeczy. Wyszłam cichutko z
domu i szybko wybiegłam na dwór. Noc, jak noc, więc było ciemno. Szłam w
podskokach na stacje.
Miałam się gdzie zatrzymać, bo moja przyjaciółka z dzieciństwa Suzuki
mieszkała tam. Potem bym sobie coś wykombinowała sama. Na peron
przyjechał pociąg, a ja szybko wsiadłam do niego. Usiadłam na pierwszym
lepszym miejscu i z uśmiechem na twarzy myślałam nad moją przyszłością.
Oparłam głowę o szybę i przysnęłam. Po godzinie jazdy obudziłam się
akurat na przystanku. Szybko zgarnęłam moje torby i wybiegłam uradowana
na peron. Tam czekała na mnie moja przyjaciółka, do której wcześniej
wysłałam sms-a, żeby wyszła po mnie. Podbiegłam i uściskałam ją
najmocniej, jak mogłam.
- Cześć Liar. Moja kłamczucho.
- Cześć! Wiesz, jak tęskniłam?!
- No... Trzy lata to nie przelewki. Ale widzę, że ty o siebie nadal nie dbasz.
- Eh... Nie czepiaj się .
Spojrzałam na moją przyjaciółkę. Stała w zwiewnej białej sukience i
rozjaśnionymi włosami. Jak zwykle była piękna a na peronie chłopacy się
za nią oglądali.
- To co, zwijamy się?
- Apropo, dziadek ci pozwolił tutaj chodzić? Do tej szkoły?
- Wiesz , że nie.
- Wiedziałam. Pomagam uciekinierce.
- Weź przestań. Wiesz dobrze, że nie chce zostać tam na wieczność. Kocham dziadka, ale to dla mnie za dużo.
- Dobra, przecież wiesz, że zawsze ci pomogę.
- No wiem. Zbieramy się?
- A jak.
Wzięłam moje torby i ruszyłam za moją przyjaciółką. Szybko dotarliśmy
do jej domu, ponieważ mieszkała niedaleko. Było bardzo późno, więc
szybko poszliśmy do jej pokoju i padliśmy na wyro.
- To co? Nowy rozdział otwierasz w swoim życiu?
- Tak. Nareszcie będzie wszystko okej.
- To super.
- Chyba tak.
Przebrałyśmy się i nie patrząc na nic zasnęłyśmy.
Prawie całe wakacje przesiedziałam u niej. Znalazłam pracę i zarabiałam
tyle, żeby mi starczyło na życie. Wreszcie znalazłam sobie pokój, który
mogłam wynająć. Byłam mega szczęśliwa, że mnie było na niego stać.
Koniec wakacji zbliżał się wielkimi krokami, a ja dostałam papiery
zatwierdzające moje przyjęcie do szkoły. Skakałam jak zając, ze
szczęścia.
Do końca wakacji pozostało kilka dni. Miałam już swój mundurek i
wszystko inne. co było potrzebne. Kasa na jedzenie mi się kończyła, wiec
nie jadłam dużo. Nastał ranek, a ja jak zwykle powędrowałam do mojej
pracy. Jako kelnerka i sprzątaczka prawie nie wyrabiałam. Gdy skończyłam
moją pracę, pożegnałam się z personelem i wyszłam. Nagle usłyszałam za
sobą kroki. Za mną szedł jakiś mężczyzna w ciemnych okularach, czarnym
garniturze, dość wysoki i przystojny. Miał białe ścięte na krótko włosy,
w których było czarne pasemko. Był mi znany, jednak nie chciałam się
zatrzymywać. Szłam szybciej, i szybciej. Nagle zaczęłam biec, a on za
mną. Wbiegłam w jakąś uliczkę , jednak śmietniki nie dawały mi przejść.
Odwróciłam się i spojrzałam na prześladowcę.
- Czego chcesz?!
- Ciebie...
- Co?!
Gość zdjął okulary, a mi ukazały się szaro-miodowe oczy lśniące w świetle latarni. Wiedziałam już, że to był Kani.
- Co ty tutaj pasożycie robisz!?
- Jak mnie nazwałaś!? A kto ucieka od dziadka? Komu każe ciebie szukać?!
- Pewnie jakiemuś głupiemu lisowi...
- Jak?
- Głuchemu w dodatku...
- Zamknij się. Wracamy do domu. Wiesz ile zajęło mi czasu, znalezienie ciebie?
- Nigdzie nie idę.
- Idziesz.
- Nie!
Wyszarpnęłam się i spojrzałam wściekle na niego.
- Co? Taka się nieposłuszna zrobiłaś? Pamiętasz, że jesteś człowiekiem? Jak sobie radzisz , co?
- Nie twój interes. Idę stąd.
Ominęłam lisa i ruszyłam w stronę mojego domu. Poczułam za sobą mocne
szarpnięcie. Kani przygwoździł mnie do muru, a ja nie wiedziałam, jak
mam się od niego uwolnić. Spojrzałam mu prosto w oczy, a potem kopnęłam
szybko w nogę. Kiedy ten mnie puścił, ja szybko się od niego odsunęłam.
- Sądzisz, że możesz mi mówić co mam robić?
- Zaraz ci pokaże ty gówniaro jedna...
Szybko wstał i gdzieś znikł. Kolejna z jego sztuczek. Poczułam chłód
na plecach i mrowienie. Odwróciłam się znowu, a przed moimi oczami stał
Kani. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szyderczo. Zdenerwowałam się,
bowiem wiedziałam co to oznacza. Miał jakiś plan, który podziałałby w
100%. Złapał mnie za nadgarstki i przycisnął do siebie. Jego kły były
bardzo pociągające. Już wiedziałam, co te dziewuchy widzą w jego zębach.
Silne ręce i pewność siebie dodawały mu uroku. Przybliżył się mnie i
złapał za podbródek. Przechylił go tak, że nasze usta prawie się
stykały. Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Wracaj.
- Nigdy.
- Wiesz, co mogę tobie zrobić?
- Tylko spróbuj, a dziadek tobie nie wybaczy.
- A skąd wiesz, że dziadek się dowie?
- Bo w...
Nie mogłam nic mówić. Coś mi kazało się nie odzywać. Spojrzałam
zaniepokojona na lisa, a ten tylko ugryzł mnie w szyję tak, że uroniło
się trochę krwi. Przegryzł swojego kciuka, a gdy krew i mu się polała
przyłożył ją do mojej rany.
- Wiesz co to oznacza?
Nie odpowiedziałam mu bo nie mogłam. Nie byłam w stanie.
- Od teraz będziesz mi posłuszna. Ah... Nie mogłem się doczekać, aż to zrobię.
Nagle odzyskałam głos .
- Jak możesz? Jesteś nienormalny czy co!?
- Cicho.
Nagle umilkłam. Wiedziałam, że jego czary mary i inne te dziadostwa działają.
- Powiem teraz, że sam już nie chcę tam wracać. Dziadek w ciągu kilku dni znalazł sobie jakąś babkę, rozumiesz co to znaczy?
- ...
- Więc tak... Pozwolę ci tutaj zostać, jeżeli ty będziesz mi posłuszna. A z resztą, to już jesteś.
- ...
- Dobra, gdzie jest twój dom? Ah... Dobra, możesz mówić.
- Ty debilu! Chamie! Świnio! Jak możesz mi to robić?
- Co niby? Tylko zamieszkam z tobą, a poza tym będziesz musiała mnie tylko słuchać.
- Ale ja nie chcę!!
- Ale ja chcę. Masz mi pokazać, gdzie mieszkasz.
- Nie!
Nagle moje nogi zaczęły się same ruszać. To było niemożliwe, żebym
słuchała tego lisa! Moje ciało samo się poruszało w kierunku mojego
mieszkania. Nie mogłam dać za wygraną. Złapałam się latarni, jednak
moje nogi próbowały brnąć dalej. Nie mogłam wytrzymać i zaczęłam
krzyczeć. Nagle przestałam się ruszać. Juz miałam pełną kontrolę nad
swoim ciałem.
- Eh... Ten czar chyba nie trwa zbyt długo.
- Debilu! Widzisz? Jestem od ciebie lepsza!
- Wcale nie. Wystarczy , że zrobię to znowu.
Podszedł do mnie i złapał w pasie. Znów nie mogłam się uwolnić,
jednak uderzyłam go kolanem w brzuch, a on osunął się na ziemie. Byłam
zadowolona z siebie, ale musiałam uciekać. Szybko zwiałam. Mknęłam jak
burza i wreszcie dobiegłam do domu. Szybko weszłam i zatrzasnęłam drzwi.
Usiadłam na łóżku i odsapnęłam. Byłam pewna, że uciekłam od niego.
Ciekawostki
Edit. Karmel
Opowiadania, fanficki napisane na podstawie ciągu mangi lub całkiem wymyślone. Skupiamy się na mandze "Skip Beat!", ponieważ dzięki niej się poznałyśmy. Dużo jej zawdzięczamy. Zapraszamy czytelników różnych historii, fanów mang i anime, a w szczególności ludzi lubiących tytuł "Skip Beat!". Blog, który będzie zawierał opowiadania z naszych wyobraźni. Historie te będą różne, ponieważ tą stronę będzie prowadziło kilka osób.
O nas
- grupa.SNW
- Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
- Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz