O nas

Moje zdjęcie
Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.

wtorek, 20 listopada 2012

Ja i On - Rozdział IV

" Eh... Jak ten czas szybko leci..."
Wstałam ledwo z futonu i ubrałam swój mundurek. Był niezbyt ładny ale tak musiałam się ubierać. Uczesałam moje piękne włosy i ruszyłam w kierunku kuchni. Usiadłam na krześle i złapałam za pałeczki. Nie zauważyłam, jak w jednej chwili dostałam ścierą przez łeb.
- Liar! Poczekaj na Kaniego! Ile ty masz lat !? Sześć?
- Nie dziadku... To już szesnaście.
- Jak ten czas szybko leci. Jeszcze pamiętam czasy, jak byłaś ładną małą dziewczynką. A teraz co?!
- No co dziadku?! Coś nie tak?!
- Spójrz w lustro!
Podeszłam do lustra wiszącego na korytarzu. Wyprostowałam się i ujrzałam dziewczynę w brudnym pomarańczowym mundurku i grymasem na twarzy, pięknie uczesanymi, ale nieobciętymi włosami.  Poprawiłam strój i wybąkałam do dziadka
- A ty jak wyglądasz? Co ?!
- Ja jestem stary, a ty chyba sobie nigdy chłopaka nie znajdziesz!
- A co ciebie to obchodzi, co!?
- Jak ty się do dziadka odzywasz!?
- Normalnie!
Usiadłam przy stole wyczekując tego lisiska jednego. Burczało mi w brzuchu. Nagle usłyszałam rozsuwanie drzwi i kroki tego demona. Odwróciłam się i ujrzałam tego samego faceta, uczesany, pachnący i wysoki spojrzał na mnie i wysłał mi pogardliwy uśmiech.
- A ty jak zawsze niechlujna... Kończysz trzecią klasę gimnazjum, a nadal wyglądasz jak bezdomny.
- Jak śmiesz! Sądzisz, że jak laski uganiają się za tobą, to od razu jesteś taki fajny!?
- Tak uważam ty prosta, głupia dziewucho.
- Że co!?
- A co? Głucha jesteś1?
- A!!!
Szybko złapałam za jego pałeczki i jednym, szybkim ruchem wsadziłam jedną z nich mu do nosa. Zaczął krzyczeć jak nienormalny i rzucił we mnie miską ryżu.
- Ty jesteś nienormalny!
- A ty, to może lepsza?
- A ty jesteś debilem!
- Ty też!
Nagle dziadek uderzył w stół. Kłótnia ustała, a ja się szybko wyprostowałam.
- Jestem już stary, a wy mi się tutaj kłócicie? Nie wstyd wam?
- Wstyd, wstyd dziadku.
- Tak.
- No. Ty, Liar już do szkoły, a ty... A no właśnie. Gdzie ty się Kani wybierasz?
- Ja mam randkę.
- Tak wcześnie?
- No bo...
- Dobra nieważne.
Wybuchłam prosto lisowi w twarz.
- Hahahah! Jak taki kretyn jak ty może mieć dziewczynę, co?! HAHAHAHA!
- Nie rżyj tak, bo zmarłych obudzisz. Zazdrościsz, bo sama nikogo nie masz.
Normalnie poczułam się jak ktoś gorszy, gdy mi to powiedział.  Kani stanął przed lusterkiem i nagle zniknęły mu uszy i ogon. Pewnie wybierał się do ludzkiego świata. Złapałam za torbę i ruszyłam do szkoły.
Koniec roku minął mi szybko, a wraz z wakacjami postanowiłam szukać sobie jakiegoś dobrego liceum.
Wreszcie znalazłam idealną szkołę dla mnie. Musiałam tylko oznajmić dziadkowi, że wybieram się do miasta i że będę musiała tam zamieszkać. Kiedy zbliżył się wieczór postanowiłam porozmawiać z dziadkiem. Usiadłam przy stole razem z nim.
- Dziadku...
- Tak?
- No bo wiesz... Skończyłam gimnazjum i idę do liceum, prawda?
- No tak.
- I znalazłam jakieś dobre...
- A jakie?
- Ono jest w mieście. Jakieś 150 kilometrów od nas.
- Nie ma mowy.
- Ale dziadku!
- Nie, ja nie będę po ciebie jeździł, jak ci się coś stanie.
- Ale ja mam szesnaście lat! Nie jestem już dzieckiem. Umiem o siebie zadbać.
- Haha. Nie umiesz nawet ugotować obiadu.
- To... To nie jest powód!
- To jak masz zamiar tam żyć? Za co?
- Znajdę pracę, dostanę stypendium.
- Ale będziesz tam sama...
- Dobrze wiesz, że sobie poradzę.
- Nie zgadzam się.
Wstałam nerwowo i spojrzałam surowo na dziadka. Nagle w progu znalazł się Kani. Uśmiechnął się .
- Dziadku, pozwól jej jechać. W końcu będę sam...
- Wiesz co Kani? Jak jesteś taki chętny do tego, żeby Liar pojechała sama do wielkiego świata, to może pojedziesz z nią.
- C..Co?
- No co? Jesteś taki aktywny...
Kani zrobił wielkie oczy jak żaba. Otworzył usta, a z nich wystawały jego zęby, które te jego lalunie tak kochały. Wiedziałam, że on tego nie chce, a ja sama tego nie chciałam. Zniszczyłby wszystko, na co tak ciężko pracowałam. Aż mu uszy oklapły i ogon.
- Nie ma mowy dziadku, nigdzie z tą dzikuską nie pojadę.
- Jak możesz?! Sam jesteś lisem!
- Ale tylko w połowie.
- Argh!
- Więc ustalone. Jedziecie razem. Wtedy ci pozwolę Liar.
- Ale ja nie chce. Nie chce! Proszę dziadku.
- Sam cię nie puszczę.
Wściekła wstałam i pobiegłam do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i wzięłam książkę, którą dawno temu dał mi Kani. Otworzyłam ją, jednak nadal nie mogłam rozszyfrować tych głupich znaków. Rzuciłam książką w róg i padłam na futon. Leżałam tak i myślałam, co mam wykombinować. Wreszcie wymyśliłam, że ucieknę.
Gdy nastała noc spakowałam wszystkie moje rzeczy. Wyszłam cichutko z domu i szybko wybiegłam na dwór. Noc, jak noc, więc było ciemno. Szłam w podskokach na stacje.
Miałam się gdzie zatrzymać, bo moja przyjaciółka z dzieciństwa Suzuki mieszkała tam. Potem bym sobie coś wykombinowała sama.  Na peron przyjechał pociąg, a ja szybko wsiadłam do niego. Usiadłam na pierwszym lepszym miejscu i z uśmiechem na twarzy myślałam nad moją przyszłością. Oparłam głowę o szybę i przysnęłam. Po godzinie jazdy obudziłam się akurat na przystanku. Szybko zgarnęłam moje torby i wybiegłam uradowana na peron. Tam czekała na mnie moja przyjaciółka, do której wcześniej wysłałam sms-a, żeby wyszła po mnie. Podbiegłam i uściskałam ją najmocniej, jak mogłam.
- Cześć Liar. Moja kłamczucho.
- Cześć! Wiesz, jak tęskniłam?!
- No... Trzy lata to nie przelewki. Ale widzę, że ty o siebie nadal nie dbasz.
- Eh... Nie czepiaj się .
Spojrzałam na moją przyjaciółkę. Stała w zwiewnej białej sukience i rozjaśnionymi włosami. Jak zwykle była piękna a na peronie chłopacy się za nią oglądali.
- To co, zwijamy się?
- Apropo, dziadek ci pozwolił tutaj chodzić? Do tej szkoły?
- Wiesz , że nie.
- Wiedziałam. Pomagam uciekinierce.
- Weź przestań. Wiesz dobrze, że nie chce zostać tam na wieczność. Kocham dziadka, ale to dla mnie za dużo.
- Dobra, przecież wiesz, że zawsze ci pomogę.
- No wiem. Zbieramy się?
- A jak.
Wzięłam moje torby i ruszyłam za moją przyjaciółką. Szybko dotarliśmy do jej domu, ponieważ mieszkała niedaleko. Było bardzo późno, więc szybko poszliśmy do jej pokoju i padliśmy na wyro.
- To co? Nowy rozdział otwierasz w swoim życiu?
- Tak. Nareszcie będzie wszystko okej.
- To super.
- Chyba tak.
Przebrałyśmy się i nie patrząc na nic zasnęłyśmy.
Prawie całe wakacje przesiedziałam u niej. Znalazłam pracę i zarabiałam tyle, żeby mi starczyło na życie. Wreszcie znalazłam sobie pokój, który mogłam wynająć. Byłam mega szczęśliwa, że mnie było na niego stać.
Koniec wakacji zbliżał się wielkimi krokami, a ja dostałam papiery zatwierdzające moje przyjęcie do szkoły. Skakałam jak zając, ze szczęścia.
Do końca wakacji pozostało kilka dni. Miałam już swój mundurek i wszystko inne. co było potrzebne. Kasa na jedzenie mi się kończyła, wiec nie jadłam dużo.  Nastał ranek, a ja jak zwykle powędrowałam do mojej pracy. Jako kelnerka i sprzątaczka prawie nie wyrabiałam. Gdy skończyłam moją pracę, pożegnałam się z personelem i wyszłam. Nagle usłyszałam za sobą kroki. Za mną szedł jakiś mężczyzna w ciemnych okularach, czarnym garniturze, dość wysoki i przystojny. Miał białe ścięte na krótko włosy, w których było czarne pasemko. Był mi znany, jednak nie chciałam się zatrzymywać. Szłam szybciej, i szybciej. Nagle zaczęłam biec, a on za mną. Wbiegłam w jakąś uliczkę , jednak śmietniki nie dawały mi przejść. Odwróciłam się  i spojrzałam na prześladowcę.
- Czego chcesz?!
- Ciebie...
- Co?!
Gość zdjął okulary, a mi ukazały się szaro-miodowe oczy lśniące w świetle latarni. Wiedziałam już, że to był Kani.
- Co ty tutaj pasożycie robisz!?
- Jak mnie nazwałaś!? A kto ucieka od dziadka? Komu każe ciebie szukać?!
- Pewnie jakiemuś głupiemu lisowi...
- Jak?
- Głuchemu w dodatku...
- Zamknij się. Wracamy do domu. Wiesz ile zajęło mi czasu, znalezienie ciebie?
- Nigdzie nie idę.
- Idziesz.
- Nie!
Wyszarpnęłam się i spojrzałam wściekle na niego.
- Co? Taka się nieposłuszna zrobiłaś? Pamiętasz, że jesteś człowiekiem? Jak sobie radzisz , co?
- Nie twój interes. Idę stąd.
Ominęłam lisa i ruszyłam w stronę mojego domu. Poczułam za sobą mocne szarpnięcie. Kani przygwoździł mnie do muru, a ja nie wiedziałam, jak mam się od niego uwolnić. Spojrzałam mu prosto w oczy, a potem kopnęłam szybko w nogę. Kiedy ten mnie puścił,  ja szybko się od niego odsunęłam.
- Sądzisz, że możesz mi mówić co mam robić?
- Zaraz ci pokaże ty gówniaro jedna...
Szybko wstał i gdzieś znikł. Kolejna z jego sztuczek. Poczułam chłód na plecach i mrowienie. Odwróciłam się znowu, a przed moimi oczami stał Kani. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szyderczo. Zdenerwowałam się, bowiem wiedziałam co to oznacza. Miał jakiś plan, który podziałałby w 100%.  Złapał mnie za nadgarstki i przycisnął do siebie. Jego kły były bardzo pociągające. Już wiedziałam, co te dziewuchy widzą w jego zębach. Silne ręce i pewność siebie dodawały mu uroku. Przybliżył się mnie i złapał za podbródek. Przechylił go tak, że nasze usta prawie się stykały. Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Wracaj.
- Nigdy.
- Wiesz, co mogę tobie zrobić?
- Tylko spróbuj, a dziadek tobie nie wybaczy.
- A skąd wiesz, że dziadek się dowie?
- Bo w...
Nie mogłam nic mówić. Coś mi kazało się nie odzywać. Spojrzałam zaniepokojona na lisa, a ten tylko ugryzł mnie w szyję tak, że uroniło się trochę krwi. Przegryzł swojego kciuka, a gdy krew i mu się polała przyłożył ją do mojej rany.
- Wiesz co to oznacza?
Nie odpowiedziałam mu bo nie mogłam. Nie byłam w stanie.
- Od teraz będziesz mi posłuszna. Ah... Nie mogłem się doczekać, aż to zrobię.
Nagle odzyskałam głos .
- Jak możesz? Jesteś nienormalny czy co!?
- Cicho.
Nagle umilkłam. Wiedziałam, że jego czary mary i inne te dziadostwa działają.
- Powiem teraz, że sam już nie chcę tam wracać. Dziadek w ciągu kilku dni znalazł sobie jakąś babkę, rozumiesz co to znaczy?
- ...
- Więc tak... Pozwolę ci tutaj zostać, jeżeli ty będziesz mi posłuszna. A z resztą, to już jesteś.
- ...
- Dobra, gdzie jest twój dom? Ah... Dobra, możesz mówić.
- Ty debilu! Chamie! Świnio! Jak możesz mi to robić?
- Co niby? Tylko zamieszkam z tobą, a poza tym będziesz musiała mnie tylko słuchać.
- Ale ja nie chcę!!
- Ale ja chcę. Masz mi pokazać, gdzie mieszkasz.
- Nie!
Nagle moje nogi zaczęły się same ruszać. To było niemożliwe, żebym słuchała tego lisa! Moje ciało samo się poruszało w kierunku mojego mieszkania. Nie mogłam dać za wygraną.  Złapałam się latarni, jednak moje nogi próbowały brnąć dalej. Nie mogłam wytrzymać i zaczęłam krzyczeć. Nagle przestałam się ruszać. Juz miałam pełną kontrolę nad swoim ciałem.
- Eh... Ten czar chyba nie trwa zbyt długo.
- Debilu! Widzisz? Jestem od ciebie lepsza!
- Wcale nie. Wystarczy , że zrobię to znowu.
Podszedł do mnie i złapał w pasie. Znów nie mogłam się uwolnić, jednak uderzyłam go kolanem w brzuch, a on osunął się na ziemie. Byłam zadowolona z siebie, ale musiałam uciekać. Szybko zwiałam. Mknęłam jak burza i wreszcie dobiegłam do domu. Szybko weszłam i zatrzasnęłam drzwi. Usiadłam na łóżku i odsapnęłam. Byłam pewna, że uciekłam od niego.

Ciekawostki
Edit. Karmel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz