O nas

Moje zdjęcie
Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.

piątek, 21 grudnia 2012

Dirty pistols without Love, przeładowanie 2

Z wyborem liceum nie miałam problemów, bo w naszej miejscowości było tylko jedno. Większość osób znałam już z poprzedniej szkoły. Minął pierwszy tydzień, drugi, trzeci... Nieubłaganie zbliżał się jeden z dwóch dni, których nienawidziłam najbardziej na świecie. Pierwszym oczywiście był dzień wypadku. Drugi - 12 października, moje urodziny. Zawsze świętowaliśmy je razem z całą rodziną. Od 2000 roku próbuję zapomnieć, że się urodziłam, że taki dzień w ogóle istnieje. Jednak wszystko co złe w końcu musi nadejść. Tego dnia, jak każdego innego, wstałam, poszłam do łazienki i zaczęłam się myć. Ubrałam się, uczesałam,  nałożyłam lekki makijaż po czym udałam się do kuchni, by zjeść śniadanie. Na stole stały już gotowe kanapki, herbata i paczuszka owinięta papierem ozdobnym z karteczką. Szybko zjadłam, pozmywałam naczynia i zabierając ze sobą prezent wróciłam do pokoju go odłożyć i wziąć torebkę. Odkąd wstałam, towarzyszyło mi silne uczucie niepokoju. Zabrałam co miałam zabrać z pokoju i zaczęłam chodzić po domu szukając nie wiadomo czego, lub raczej sprawdzając czy nie ma czegoś, czego nie powinno być. Wszystko wydawało się być w porządku. Pilot i książka leżały na stoliku w salonie, naczynia w zlewie, nawet kurtki w przedpokoju wisiały tak jak zawsze. Nic niezwykłego. Wszystko w normie. Więc skąd ten niepokój? Uznałam, że dalsze zastanawianie się nad tym to strata czasu, więc założyłam buty i kurtkę, zamknęłam drzwi na klucz wychodząc i poszłam prosto do szkoły. Mimo, że usilnie starałam się nie myśleć, to przez całą drogę i wszystkie lekcje dręczyły mnie przeczucia, że coś jest nie tak. Zaraz po skończeniu się ostatnich zajęć poszłam szybko do szatni, zabrałam rzeczy i pognałam do domu. W głowie miałam mętlik. Nie mogłam już o niczym innym myśleć.

Gdy byłam już przed klatką bloku, zauważyłam, że na parkingu stoją radiowozy i jakieś inne samochody, które różniły się od tych widzianych na co dzień. Wbiegłam po schodach i pierwsze co zobaczyłam, to żółty odblask policyjnej taśmy owinięty wokół moich drzwi otwartych na oścież. W mieszkaniu kręciło się pełno ludzi, których widziałam pierwszy raz na oczy. Stałam na półpiętrze jak wryta. Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. "Nie znowu" - tylko te dwa słowa tłukły mi się po głowie. Po chwili spostrzegłam, że jeden z policjantów patrzy się na mnie i szepcze coś człowiekowi, który wyglądał jak przypadkowy przechodzień w tym tłumie mundurowych. Facet coś mu odpowiedział i zaczął iść w moim kierunku. Gdy był już blisko mnie, wyciągnął odznakę:
-Nazywam się detektyw Piotr Nikolej, czy mógłbym pani zadać kilka pytań? - jego głos był tak silny i jednocześnie miękki, że aż mnie zamurowało. - Dobrze się pani czuje? Proszę odpowiedzieć.
-A tak... Przepraszam. Odpowiem na każde pytanie, tylko proszę mi powiedzieć co to ma wszystko znaczyć. Co tu się stało? - Nie wiem jak, ale jego brawa głosu sprawiała, że byłam spokojna.
-W takim razie, może pojedzie pani ze mną na komisariat i tam wszystko pani wyjaśnię?
Kiwnęłam głową i poszłam za tym człowiekiem. Na posterunku detektyw Nikolej i jeszcze jeden facet zaczęli mnie wypytać o masę przeróżnych pytań. "Czy Liza kogoś przyprowadzała do domu?","Czy zachowywała się ostatnio jakoś inaczej?","Czy nie wydawała się przygnębiona, smutna?","Czy spotykała się z kimś?","Czy z kimś zerwała?","Czy pokłóciła się ze mną?" i tak dalej, i tak dalej. Najgorsze w tym wszystkim nie było to, że zadawali mi te pytanie, ale to, że nie potrafiłam na nie odpowiedzieć. Tak na prawdę, nie znałam odpowiedzi na żadne z nich. Zrobiło mi się tak głupio, że zbledłam jak ściana i wszyscy wokół myśleli, że zaraz im zejdę z tego świata.
- W takim razie to wszystko, czego chcieliśmy się dowiedzieć. Była pani bardzo pomocna i dziękujemy. Nasze kondolencje z powodu pani straty. Może już pani wrócić do domu.
W tym momencie już nie wytrzymałam i wybuchłam. Powiedziałam im wszystko, co mogłam i teraz odsyłają mnie do domu bez żadnych wyjaśnień. Wstałam i uderzyłam rękoma o blat stołu, przy którym wcześniej siedziałam.
- Że co? Możecie mi w końcu powiedzieć o co chodzi?! Wyciągneliście ze mnie wszystko i teraz jak jestem już zbyteczna, to odsyłacie mnie z kwitkiem nie tłumacząc o co chodzi!? - jak oni mogą?! Aż się we mnie zagotowało.
- Proszę pani, proszę się uspokoić.
- Jak mam się uspokoić, skoro nawet nie wiem o co chodzi?! Wytłumaczcie mi wszystko, bo ja tego nie rozumiem!
- Dobrze, tylko proszę usiąść. - powiedział facet, który siedzący obok detektywa.- Pani ciotka popełniła samobójstwo. Ciało znaleziono około godziny 13.00. Początkowo było to wezwanie do włamania, gdyż zaniepokojony hałasem z góry sąsiad wezwał policję. Wiedział, że nikogo nie powinno być o tej godzinie w domu. Gdy policja przybyła na miejsce, pani Lizaura leżała martwa w salonie.
Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. To po prostu niemożliwe. Liz nie mogła tego zrobić... Nie zrobiłaby tego! Jestem tego pewna. Nie mnie. Znowu się we mnie gotowało. Jak mogli tak stwierdzić. Wcale jej nie znali. Może ja też nie, przynajmniej nie tak dobrze jak kiedyś, ale byłam pewna, że to nie było samobójstwo! Ze złości zrobiłam się purpurowa. Wychodząc wrzasnęłam tylko, że są do kitu, bo to nie samobójstwo i trzasnęłam drzwiami.
Całą drogę pokonałam w rekordowym czasie.Byłam już prawie pod klatką. Cały czas myślałam: "Boże, co oni robią na tych komisariatach!? Pewnie wżerają tony pączków i popijają hektolitrami kawy. Nieudacznicy. No ja nie mogę! Jak mogą stwierdzić coś takiego bez żadnych podstaw! Barany! Matoły! Tępa.." -Bum. Uderzyłam w coś z takim impetem, że aż przewróciłam się na chodnik. W sumie nic dziwnego przy takim tępie chodzenia.
-Uważaj jak chodzisz, co? Myślisz, że jesteś jakąś księżniczką i wszyscy będą ci się usuwać z drogi bo tak chcesz? 
-Hę...? - Nie zdążyłam się jeszcze dobrze otrząsnąć. Ciągle miałam mroczki przed oczami.Co nie przeszkadzało mi zauważyć, że facet był naprawdę wściekły.
-Nie hehaj mi tu! Jak się w kogoś uderzyło, to powinno się przeprosić. Uczyli cię dobrych manier w chlewie? Oj, uraziłem cię? Księżniczka będzie płakać?
Co za bufon! Dobra, wpadłam na niego, ale to nie powód żeby się tak wydzierać. Wstałam i zmierzyłam go wzrokiem. Był wyższy ode mnie, miał około 185 cm wzrostu, ciemnobrązowe, krótko ścięte włosy i niesamowicie zielone oczy. Zupełnie jak u kota. Był całkiem przystojny. Dobrze zbudowany. No nieźle. Co ważniejsze, był młody, coś koło 20.
-Sory, nie zauważyłam ciebie. Nie chciałam na ciebie wpaść.
-Co? Nie zauważyłaś mnie? MNIE? Takiego ciacha? Chodzącą doskonałość? - Co za cholerny narcystyczny dupek!- W sumie co taka drętwa i niewinna dziewczynka ma wspólnego z takimi przystojniakami jak ja. Oczywiś...
-Zamknąłbyś się w reszcie, czy nie?! - Tego się nie spodziewałeś, co? Zatkało kakao? - Próbowałam cię grzecznie przeprosić i pójść sobie, ale widzę, że się nie da. Słuchaj, mam wystarczająco dosyć własnych problemów, więc idź się wdzięczyć i przechwalać gdzie indziej. Nie mam ochoty się z tobą bawić.
Jego mina mówiła wszystko. Był tak zaskoczony, że nie potrafił wykrztusić ani słowa. Hahaha. I kto tu jest niewinny? Dalej patrzyłam się na niego, tym razem ze złośliwym i zwycięskim uśmieszkiem. Ej, czekaj. Czemu on też się zaczyna uśmiechać? O co tu chodzi? Wygląda jakby nie mógł wytrzymać i miał zaraz wybuchnąć śmiechem.
-Pff.... Hahahahahahahahahahaha .-Wow, jaki piękny uśmiech. Zaraz! Czemu się śmieje?!
-I z czego tak rżysz? Brałeś coś przed wyjściem, czy jak?
-Sorry. Po prostu nie sądziłem, że na prawdę możesz się odgryźć. Lizy mi mówiła, że masz charakterek, ale nie sądziłem, że to prawda. No cóż. Życie często sprawia nam niespodzianki. Nazywam się Max. Miło mi cię w końcu spotkać Elen.- Jego ton uległ zupełnej zmianie. Jakbym rozmawiała z inną osobą.
-Skąd znasz imię mojej ciotki? I kim jesteś?
-Hmm.... Czyli nasza Lizy nie zdążyła Ci nic wytłumaczyć. No cóż. Zajmiemy się tym potem. Teraz chodź ze mną.


----------------------------------------------
Dawno nic nie pisałam, ale pomału kawałek po kawałeczku dorobiłam się drugiego rozdziału. Mam nadzieję, że się podoba, a wytrwałym obiecuję kolejne rozdziały. Tylko nie wiem kiedy, bo w sumie dzisiaj koniec świata xd Tak więc może w następnym życiu po 21.12.2012 dodam dalszą część :)

Kahowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz