O nas

Moje zdjęcie
Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Ten dom krył w sobie tajemnice.

Stałam tak patrząc na wielki wręcz tajemniczy dom.Jesienny wiatr muskał moją skórę zimnym powietrzem, a ja tylko myślałam, że to naprawdę dziwnie się potoczyło.Odkąd skoczyłam dziesięć lat ciągle się przeprowadzałam.Wędrowałam od jednych krewnych do drugich, ponieważ gdy miałam dziesięć lat moja matka zmarła. Ojca nigdy nie znałam, a okres kiedy mama jeszcze żyła zamazywał się z dnia na dzień. Na tyle, że prawie go nie pamiętam.
Moi krewni nie opiekowali się mną zbyt długo. Zawsze odsyłali mnie do kogoś innego. A jaki był powód takiego zachowania? Po prostu bali się, iż stanie się im coś strasznego. Gdzie bym się nie pojawiła, zawsze działo się coś strasznego. A to ktoś zapadał na ciężką chorobę, innym razem firma osoby u której przebywałam zaczęła podupadać, a gdy odeszłam momentalnie odbiła się od dna i tym podobne rzeczy, lecz po ostatnim wypadku, w którym jedna z moich krewnych trafiła do szpitala w stanie krytycznym, postanowili, iż zamieszkam sama. Tak oto stanęłam przed moim nowym domem trochę niepewna, a zarazem podekscytowana. Jak od teraz będzie wyglądało moje życie?
Niepewnie przestąpiłam próg posesji i pokierowałam się ku domostwu. Był to stary dwór. Dziwiłam się, że pozwolili szesnastoletniej dziewczynie zamieszkać tu samej. Choć jak się nad tym zastanowić, to trudno się dziwić. Kto przecież chciałby mieszkać z kimś, kto samym istnieniem przyciąga problemy i wypadki.
Weszłam do pogrążonego w ciemnościach domostwa i postanowiłam rozejrzeć się po nim. Chodziłam po korytarzach ze świecznikiem w dłoni. Co jakiś czas zaglądałam do jakiegoś pokoju, by sprawdzić co w nim się znajduje.
Weszłam do kuchni i nagle usłyszałam hałas dochodzący z piwnicy. Chwyciłam za pierwszą rzecz jaka była pod ręką i zeszłam niepewnie po schodach na dół. Znowu usłyszałam ten hałas tyle że głośniej. Podeszłam po cichu do źródła owego dźwięku. Ujrzałam jakiś zarys postaci. Zamachnęłam się i już miałam uderzyć owego nie znajomego, gdy ten się odwrócił, a ja zamarłam.
Nie mogłam się ruszyć. Pomimo iż było ciemno, widziałam doskonale twarz nieznajomego chłopaka. Kiedy spojrzałam w jego oczy zobaczyłam czerwień, intensywną czerwień  niczym owocu granatu. A jego czarne, średniej długości włosy, kontrastowały z bardzo jasną cerą. Miał jakiś metr osiemdziesiąt wzrostu i był wysportowany, co było widać po mimo jego ubrań. A ubrany był w czarną koszulkę i szare spodnie. Patrzyłam, byłam oszołomiona jego pięknem. Nagle spostrzegłam, że uśmiecha się cwanie i podchodzi do mnie.
- A ty co... Zakochałaś się, że tak się we mnie wpatrujesz?
- Co? Nie... A tak w ogóle, to kim ty jesteś i co tu robisz? - Kompletnie nie wiedziałam co robić. Zaczynałam się bać, że trafiłam na jakiegoś psychola, a ten zaczął nagle się śmiać.
- Haha, pytasz się kim jestem? Hyy, niech pomyśle... Jestem Nazo Kurayami mam dziewiętnaście lat. A co tu robię? To proste - mieszkam. Wnioskuje, że ty jesteś tą dziewczyna, która miała się dzisiaj wprowadzić.
- Co takiego?! Nikt mi nic nie powiedział, że będzie tu mieszkał jeszcze ktoś - kompletnie zdziwiona, byłam pewna, że mam zamieszkać sama.
- Ach! Nie boj się. Nic ci nie zrobię. Przynajmniej nie będę się tu sam nudził. Chodźmy na górę. Tu jest dość przerażająco. Ja sam schodzę tu, gdy tylko muszę - chwycił mnie za rękę i wyprowadził z pływnicy.
Wprowadził mnie do salonu. Rozejrzałam się po nim.
Był to przestronny pokój z wysokim sufitem, na którym mieściły się różne malowidła. Na wprost mnie mieścił się duży kominek, przy którym stał fotel, a obok niego, po prawej, regał z książkami. Z lewej strony mieściło się biurko, a na środku sofa i stolik do kawy. Wszystko było ozdobione w starodawnym stylu.
- A teraz może byś zdradziła swoje imię, skoro ja już to uczyniłem - powiedział siadając na sofie.
- Ach tak. Nazywam się Sakura Shiawase - odpowiedziałam również siadając.
- Sakura... Ładnie. A czy mogę się dowiedzieć, czy ten kwiat wiśni ma kogoś, kto jest bliski swemu sercu? Całkowicie nie spodziewałam się takiego pytania.
- To nie twoja sprawa. O ile się nie mylę, to twoje imię oznacza tajemnica, więc wiec, że nie tylko ty je masz - wściekłam się, jak można zadawać takie pytania, gdy ledwo się znamy.
- Zgaduje po reakcji, że nie. Nie powiem trochę mnie to dziwi, przecież masz zgrabne ciało, piękne błękitne oczy, mały nosek i pełne usta. A twoje długie kręcone brąz włosy dodają ci uroku. Na prawdę mnie to dziwi.
Słuchając tego, czułam się zawstydzona. Nie byłam przyzwyczajona do czegoś takiego.
- Eee... No wiesz, ja się dość często przeprowadzałam i nie miałam jak nawiązać głębszych znajomości - ach, dlaczego poczułam się taka zmieszana i zaczęłam być taka potulna.
- Rozumiem. To może odłóżmy ta rozmowę na jutro, gdyż zaczyna się ściemniać, a ty musisz się jeszcze rozpakować - uśmiechną się do mnie, swym czarującym uśmiechem, i wstał.
Wstawałam i poszłam za nim. Po drodze pokazał mi gdzie jest jego pokój i powiedział, że jak będę potrzebowała pomocy, to mam do niego przyjść. Odprowadził mnie do pokoju, w którym zostawiłam swoje rzeczy i pożegnał się, życząc dobrej nocy. Ponownie zrobił ten czarujący uśmiech, aż poczułam przyspieszone bicie swego serca.
Przebrałam się w pidżamę i położyłam na wielkim łóżku z baldachimem. Czułam się szczęśliwa, że nie będę mieszkać sama, lecz czułam, że coś było nie tak.
Następnego dnia, gdy się obudziłam, zauważyłam, że moje walizki były rozpakowane. Trochę zaniepokojona przebrałam się i wyszłam z pokoju.
Weszłam do jadalni przywiedziona oszałamiającym zapachem jedzenia.
- Ohayo Sakura-chan.
- Ohayo - odpowiedziałam niepewnie. Do Nazo, który się do mnie uśmiechał. - Eee. Wiesz może, kto rozpakował moje rzeczy?
- Ja, a co, czegoś nie mogłaś znaleźć? - Mówiąc to, zaprosił mnie gestem do stołu. - Proszę, częstuj się.
- Nie, nie o to chodzi. Po prostu trochę mnie to zdziwiło i... Czekaj, czyli byłeś w moim pokoju, kiedy spałam? - Powiedziałam z nie dowierzaniem.
- No tak, byłem.
Spojrzałam na niego przestraszona
- Ale nic ci nie zrobiłem. Naprawdę - dodał widząc moją twarz.
- Ok, ale na przyszłość proszę, abyś nie wchodził do mojego pokoju. Bez mojego pozwolenia...
- Ok,ok. A teraz jedz, mam ci do pokazania cały dom.
- Dobrze - cała zaczerwieniona zaczęłam jeść.
Po śniadaniu Nazo zaczął oprowadzać mnie po domostwie. Sporo opowiadał mi o posiadłości. Pokazał mi również piękną bibliotekę, która się w niej mieściła. Przechadzałam się po między regałami, czytając tytuły książek. Zatrzymałam się i sięgnęłam po jedną z nich, lecz nagle cofnęłam dłoń i wtedy usłyszałam cichy szept:
- Nie krępuj się.
Odwróciłam się i ujrzałam Nazo uśmiechającego się do mnie.Odwzajemniłam ten gest i sięgnęłam po książkę.
Nasza mała wycieczka skoczyła się w tradycyjnym japońskim ogrodzie. Piękno tego miejsca wywołało we mnie uczucie nie pohamowanej radości. Od razu zaczęłam po nim biegać szczęśliwa, że dane było mi zobaczyć taki widok. Czułam się w tym miejscu wyjątkowa. Rozłożyłam ręce i zaczęłam się kręcić woku własnej osi.
Nagle usłyszałam śmiech. Popatrzyłam na Nazo i uśmiechnęłam się. Nie wiedząc dlaczego, ale czułam się szczęśliwa, będąc tu z nim.
- Aż tak ci się podoba?
Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głowa
- Bardzo mnie to cieszy - podszedł do mnie i chwycił mnie za dłonie.
- Mnie też - spojrzałam w te piękne czerwone niczym owoc granatu oczy i poczułam się szczęśliwa, a zarazem bezpieczna.
Wiem, to paranoja, że tak się czułam przy kimś, kogo dopiero co poznałam, ale cóż poradzić... Nie miałam na to wpływu.
Przechadzaliśmy się po ogrodzie rozmawiając i śmiejąc się. Przeszliśmy po drewnianym moście do olśniewającej swym pięknem altanki, również w japońskim stylu. Na podłodze rozłożone było coś na kształt futonu z dwiema dużymi poduszkami. Był też hamak. Usiadłam na jednej z poduszek, a wraz ze mną Nazo, który nadal uśmiechał się do mnie.
- Niestety, ale ja będę musiał na pewien czas cie opuścić, lecz ty w tym czasie nie krępuj się i poczytaj sobie tutaj - wskazał na książkę, którą trzymałam w dłoni od czasu, gdy wyszliśmy z biblioteki.
- Ach nie... Myślałam raczej, czy aby się nie rozejrzeć po mieście, więc raczej zacznę ja czytać dopiero wieczorem.
- Eee... No z tym to może być problem.
Spojrzałam na niego trochę zdziwiona.
- Dlaczego?
- Wiesz. Wolałbym, żebyś nie wychodziła stąd przez jakiś czas - spojrzał na mnie i zobaczył moją dziwną minę. - Ach nie zrozum mnie źle, lecz to nie jest zbyt bezpieczne miasto, a nie chciałbym, aby coś ci się stało.
- Ach! Jeżeli o to chodzi, to dobrze. Niech tak będzie - uśmiechnęłam się do niego na znak zgody.
- Dobrze, więc ja na razie idę, a ty tu czytaj - odwzajemnił mój uśmiech.
- Okey.
Pożegnał mnie pocałunkiem w policzek, po czym odwrócił się i  poszedł.
Stałam tak przez chwile. Zaskoczona tym nagłym gestem, aż uśmiechnęłam się do siebie cała zaczerwieniona i ległam w hamaku zaczynając czytać.
Tak oto mijały mi dni, jeden po drugim, a ja czułam się radosna, mogąc spędzać czas z Nazo i dziękując Bogu, iż były wakacje. Dzięki temu mogłam z nim być, nie zważając uwagi na naukę. Czułam, że może te wszystkie lata nieszczęść wreszcie się odwróciły, abym mogła zaznać wreszcie szczęścia.
Dni, które mijały były pełne szczęścia i śmiechu, lecz z każdym dniem czułam, iż coś jest nie tak. Nie będę ukrywać, że zdarzyło mi się zaobserwować dziwne zachowanie mojego współlokatora. Ciągle mi przypominał, abym nie wychodziła poza teren domu i bym nie schodziła do piwnicy. Nie powiem, że w pełni rozumiałam to zachowanie, lecz zawsze stosowałam się do poleceń.
I tak zbliżał się miesiąc, odkąd wprowadziłam się do posiadłości.
Jak zawsze wstałam ubrałam się i zeszłam na śniadanie przyrządzone przez Nazo.
- Ohayo - powitałam go z uśmiechem na ustak, który odwzajemnił.
- Ohayo Sakura-chan. Czy moja wiśnia spała spokojnie?
- Tak jak zawsze - powiedziałam troszkę zaspana, po czym nałożyłam sobie naleśniki. - Itadakimasu - po czym zaczęłam jeść.
- Itadakimasu - uśmiechnął się do mnie i sam zaczął jeść - Ach! Byłbym zapomniał. Dzisiaj nie będzie mnie dość długo, więc...
- Nie wychodź poza dom i nie schodź do piwnicy - przewróciłam oczami. - Mówiłeś mi to tyle razy. Nie bój się, pamiętam.
- Wiem, ale co ja poradzę, że martwię się o moją wiśnie - mówiąc to, wyciągnął dłoń i dotkną nią mojego policzka, a ja poczułam, iż się czerwienie.
- Gome - powiedziałam i usłyszałam, jak się śmieje.
- Za co mnie przepraszasz?
- Eee... - nie wiedziałam co odpowiedzieć i sama się zaśmiałam. - Nie wiem, jakoś tak samo wyszło mi z ust - zaśmiałam się jeszcze raz i spuściłam głowę, aby nie widział mojej czerwonej twarzy.
- Gochisou-sama. - Nazo wstał, podszedł do mnie. Szybkim ruchem chwycił mój podbródek tak, abym patrzyła mu prosto w oczy. - Czekaj na mnie. - I po wypowiedzeniu tych słów nachylił się, a nasze usta złączyły się.
Był to delikatny pocałunek, nawiasem mówiąc mój pierwszy, ale czułam w nim uczucia jakich dotąd nie odczuwałam. Powoli nasze usta oddaliły się, a ja oszołomiona nie mogłam się ruszyć. Nazo tylko się uśmiechnął i pocałował mnie w czoło, i wyszedł zostawiając mnie samą w jadalni. Siedziałam oszołomiona kilka minut i nadal nie mogłam pojąć, co się stało. Dotknęłam powoli ust i uśmiechnęłam się do siebie, po czym wstałam posprzątałam po śniadaniu i zaczęłam sprzątać dom.
Przez cały czas chodziłam z głową w chmurach. Sama nie wiedziałam, kiedy skoczyłam sprzątać dom, a zaczęłam podwórko.
Kończyłam już zamiatać przy głównej bramie, gdy usłyszałam rozmowę przechodniów, którzy najwidoczniej mnie nie dostrzegli.
- Jak myślisz kto tu mieszka?
- Weź przestań. Kto odważył by się tu zamieszkać?
- Też racja. Samo patrzenie na ten dom wywołuje dreszcze.
- A słyszałaś, że ostatnim właścicielem była jakaś młoda dziewczyna.
- Naprawdę?  I co zamieszkała tu sama?
- Tak i było to całkiem niedawno. Słyszałam, że kilku ludzi mieszkających w pobliżu widziało, jak tam wchodzi, lecz nigdy stamtąd nie wyszła - kobieta mówiła to tajemniczym tonem, jakby opowiadała straszną historię.
- Weź przestań mnie straszyć i chodźmy stąd.
- Haha. Dobra, dobra. Ale ja tego nie zmyśliłam. Naprawdę gdzieś około miesiąca temu weszła do tego pustego domu i już nie wyszła.
- Mówiłam byś przestała Onee-chan.
Dwie kobiet odeszły, a ja wróciłam szybko do domu, zastanawiając się nad tym co usłyszałam, lecz niedane mi było długo o tym myśleć, gdyż właśnie wrócił Nazo. Jedyne o czym zdołałam pomyśleć, zanim podszedł do mnie i pocałował, tym razem bardziej namiętnie i intensywniej, była myśl "dlaczego powiedziała: weszła do pustego domu, skoro on tu mieszkał, zanim ja tu przybyłam".
Jednak gdy nasze usta się złączyły w tym intensywnym pocałunku, poczułam się tak niesamowicie szczęśliwie, iż nie mogłam o tym dłużej myśleć. Powoli nasze usta się rozdzieliły, a Nazo spojrzał na mnie z pewnym siebie uśmiechem.
- I jak czekałaś?
Kiwnęłam tylko głową i wtuliłam się w jego pierś, odpychając od siebie rozmowę tamtych kobiet
- To dobrze. Chodź - chwycił moja dłoń i poprowadził do altanki, w której teraz było pełno książek przyniesionych przez mnie.
Położyliśmy się w hamaku wtuleni w siebie i pogrążeni w ciszy. Czułam się przepełniona szczęściem. Odkąd przydarzały mi się same okropne rzeczy, a gdzie nie poszłam i z kim nie byłam, zawsze przynosiłam pecha. Czy to możliwe, że musiałam przez to wszystko przechodzić, aby spotkać tę osobę i by w końcu poczuć się szczęśliwą. Z resztą nie obchodziło mnie to, liczyło się to, że mogę być z nim.
- Za dwa dni mija miesiąc odkąd się tu wprowadziłaś.
- Hyy racja, to będzie już miesiąc, odkąd cie poznałam.
- Heh. Niestety w ten dzień może mnie długo nie być, ale jutro mam cały dzień wolny. Co chciałabyś robić?
- Hyy... Nie wiem. Wystarczy mi samo przebywanie z tobą.
- Dobrze, to jutro nie odstąpię cię na krok - wyszeptał mi do ucha.
Po czym znów leżeliśmy w ciszy, wtuleni w siebie nawzajem.
Nazajutrz zostałam obudzona pukaniem do drzwi, a gdy otworzyłam oczy ujrzałam siedzącego na skraju łóżka Nazo z tacą ze śniadaniem w rękach i tym swoim jak zawsze nieskazitelnym uśmiechem.
Uśmiechnęłam się do niego patrząc w te piękne oczy.
- Ohayo skarbie.
- Ohayo. - Nie mogłam przestać się uśmiechać. - Dziękuję.
- Nie ma za co. Dla ciebie wszystko.
Pocałował mnie w czoło i dał mi zjeść. Po śniadaniu zabrał mnie do sali wejściowej. Była cała przystrojona i wypełniona muzyką.
Podał mi dłoń i poprosił do tańca. Zaśmiałam się i podałam swoją. Po chwili tańczyliśmy na środku sali śmiejąc się pełni radości. Cały dzień był wyjątkowy, lecz to nie te wszystkie przygotowane atrakcje takim go czyniły, tylko fakt iż byłam z Nazo. Dzień skończył się jak poprzedni - na leżeniu w hamaku wtuleni w siebie nawzajem. Nagle przypomniało mi się wczorajsze zdarzenie.
- Hej Nazo. Od kiedy tu mieszkasz?
- Hyy. Sam nie wiem, ale dość długo. A co, stało się coś?
- A nic, tak tylko spytałam z ciekawości. - Hyy dziwne, przecież jak mieszka tu już jakiś czas, to czy ludzie nie powinni wiedzieć o tym?
- Ciekawość pierwszy stopień do piekła - zaśmiał się mówiąc to.
- Nie śmiej się mi i tak mi to nie zagrozi. Już dawno mam tam zarezerwowane miejsce.
- Hah nie zaprzeczę.
- Ej, co to miało być? Ty też masz je tam zarezerwowane.
- No oczywiście. Jestem tam stałym gościem. Nie wiedziałaś?
Oboje się roześmialiśmy i choć panowała lekka atmosfera, to coś ciągle nie dawało mi spokoju.
Obudziłam się w hamaku w objęciach Nazo, który już nie spał i uśmiechał się do mnie.
- Ohayo.
- Ohayo - powiedziałam zaspanym tonem.
- Powinniśmy się zbierać na śniadanie.
- A nie możemy tak jeszcze zostać? - Wtuliłam się w niego.
- Niestety nie. Dzisiaj muszę szybko wyjść z domu - powiedział głaskając mnie po głowie.
- Dobrze. A tak właściwie, to czym się zajmujesz?
- Czymś ważnym, ale niestety nie mogę ci zdradzić.
- Ok, ok.
Po śniadaniu pożegnałam Nazo, a raczej on mnie, kolejnym namiętnym odbierającym mi mowę pocałunkiem. Jak zwykle posprzątałam po śniadaniu i udałam się do altanki, aby poczytać. Jako że była jesień, a na zewnątrz robiło się coraz zimniej, więc postanowiłam wrócić do środka. Przebywałam w bibliotece zaczytując się w książkach, gdy nagle spostrzegłam, iż jest dość późno. Poszłam sprawdzić, czy Nazo wrócił. Udałam się do jego pokoju, lecz go nie było, więc postanowiłam iść do kuchnia, aby coś zjeść. Kiedy tam byłam, moja ciekawość wzięła górę i pchana impulsem postanowiłam zejść do piwnicy. Sama nie wiem, co mnie do tego podkusiło. Można powiedzieć iż czułam, że dopiero gdy tam zejdę znajdę odpowiedź na to, co ciągle mi nie pasowało w tym spokojnym i szczęśliwym życiu jak z obrazka.
Nie pewnie podeszłam do drzwi prowadzących do piwnicy i otworzyłam je. Czułam się jak wtedy, gdy pierwszy raz schodziłam po tych schodach. Powoli szłam do miejsca, gdzie wtedy po raz pierwszy zobaczyłam Nazo i jak teraz o tym pomyśleć, to już chyba wtedy się w nim zakochałam. Ujrzałam miejsce, w którym wtedy stał. Podbiegłam tam i stanęłam w tym samym miejscu. Uśmiechnęłam się. Nie rozumiałam, o co chodziło mu z tym "nie wchodź do piwnicy". Przecież nie ma się czego bać, a przynajmniej tak myślałam, dopóki nie zaczęłam się rozglądać.
Przeżyłam szok. Coś czego przedtem nie zauważyłam, sprawiło, iż zbladłam. Nie wiedziałam, co się dzieje. Zasłoniłam sobie usta dłonią, aby nie krzyknąć.
Nagle usłyszałam za sobą śmiech Nazo, ale to nie był ten sam czuły śmiech, do którego byłam przyzwyczajona. Nie był to też szyderczy śmiech. On był wręcz przeraźliwy. Widziałam, jak trzyma dłoń na czole przysłaniając oczy.
-Hahaha. Zakazałem ci jedynie wychodzić po za teren posesji i schodzić do piwnicy, a ty nawet tego nie umiałaś zrobić.
- Oo. Co tu się dzieje - zapytałam przerażona. Nie wiedziałam co myśleć.
- Nic ważnego, a teraz chodź tu do mnie i zapomnij o tym, co widziałaś - mówił to tak, jakby całe to zajście było czymś zwyczajnym w świecie.
- Jakie nie ważne... Jakie zapomnij? Jak mam zapomnieć, przecież właśnie zobaczyłam samą siebie bladą jak trup... Co to się do cholery dzieje!? - Nie mogłam mówić, głos co chwila mi się łamał.
Znowu spojrzałam na siebie samą, leżącą tak bezwładnie, bez ducha, aby upewnić się, czy mi się nie przewidziało. Niestety nie było mowy o jakiejkolwiek pomyłce.
Usłyszałam kroki wiedziałam, że się do mnie zbliża, lecz ja nie mogłam oderwać wzroku od siebie samej.
- Widzę, że raczej nie zapomnisz. Co nie? - Wyszeptał mi do ucha. - Niestety, ale nie mam wyjścia... Jak oznajmić ci, że nie żyjesz.
- Co!? - Spojrzałam na niego z niedowierzaniem i przerażeniem - Oszalałeś czy co? Przecież żyje i rozmawiam z tobą. Nie widzisz?
- Heh. Na twoje nieszczęście, a moje szczęście ty nie żyjesz, wiem to, bo sam odebrałem ci życie.
- Ty jesteś chory - odsunęłam się od niego, bojąc się do czego jest zdolny.
- HAHAHA. Nie, nie jestem chory i w ogóle przepraszam, że ci nie powiedziałem, ale ja nie jestem człowiekiem.Widzisz, ja jestem Shinigami.
- Shinigami? Czyli Bóg śmierci?
- Dokładnie i jak widzisz - tu ujął mój podbródek i skierował w stronę, gdzie leżałam. - Ty nie żyjesz, to jest tylko twoje ciało. A teraz rozmawiasz ze mną jako duch.
- Nie, nie. To nie prawda - zaczęłam się cofać w stronę wyjścia.
Widziałam ten pewny siebie uśmiech na twarzy Nazo, zanim odwróciłam się i zaczęłam biec. Usłyszałam jego śmiech za sobą, który oznajmiał mi, że idzie za mną. Wybiegłam z domu.
Ile sił w nogach pędziłam, aby uwolnić się od tego miejsca. Wybiegłam za bramę. Zaczęłam krzyczeć o pomoc, lecz nikt nie stanął. Nie mogłam uwierzyć, że to prawda, ale jednak wszystko na to wskazywało. Byłam martwa. Rozpłakałam się. Kiedy odwróciłam się, zobaczyłam pewnego siebie Nazo, lecz coś mi nie pasowało.Miałam wrażenie, że to jedynie złudne wrażenie.
- Ty czego jeszcze chcesz?
- Jak to czego? Ciebie. Jesteś moja i nie pozwolę ci odejść - stanął na przeciwko mnie.
- Dlaczego? Co ja takiego ci zrobiłam?
- Straszną rzecz mi zrobiłaś.
- Co? - Nie dość że byłam martwa, to zostałam jeszcze oskarżona o coś niemożliwego -Co ja ci niby takiego zrobiłam, że musiałeś mnie uśmiercić? - Czułam złość. Co ja niby takiego zrobiłam?
- Ciągałaś mnie za sobą.
- Co?
- Ciągle mnie za sobą ciągnęłaś. Chyba sama sobie nie zdajesz sprawy, ile razy ludzie w twoim otoczeniu byli o cal od śmierci, ale zawsze w ostatniej chwili, gdy miałem już zabrać ich dusze, ty odchodziłaś. A ich życiu nic już nie zagrażało. - Patrząc na Nazo wiedziałam, iż jest całkowicie poważny, a ja za to nie wiedziałam co tym myśleć. - Zaczynałem się coraz bardziej tym denerwować, że samym swym istnieniem mnie przyciągasz. Miałem tego dosyć. Chciałem cię uśmiercić i zaprowadzić twoją dusze do otchłani piekieł, lecz nie świadomie zacząłem zawsze cię obserwować. Jakaś zwykła, ludzka istota sprawiła, iż zacząłem o niej bez przerwy myśleć.
- To brzmi tak, jakbyś się we mnie zakochał. - Nie mogłam uwierzyć temu, co usłyszałam.
- No właśnie. Postanowiłem cie zabić, jak tu się przeprowadzisz, lecz po tym jak cię uśmierciłem, nie mogłem nic zrobić. I nagle się zjawiłaś jako duch, nie wiedząc nawet, że nim jesteś. Postanowiłem grać i udawać, że będę z tobą tu mieszkać. Chciałem sprawić, abyś zobaczyła, jak to jest myśleć o kimś w kółko. Chcieć go dotknąć, lecz nie móc. Sam się w tym wszystkim pogubiłem się i wpadłem w to jeszcze bardziej. A ty chcesz teraz uciec? Nie myśl, że ci na to pozwolę.
Kiedy to mówił, zauważyłam, co mi nie pasowało do jego postawy. To były oczy. Te piękne czerwone niczym owoc granatu oczy. Te, które tak wiele razy oglądałam i które podpowiadały mi, że mówi prawdę. Nie wiedzieć dlaczego, ale przestałam przejmować się tym, iż nie żyje. Przecież wreszcie miałam kogoś, kto mnie uszczęśliwiał. Uśmiechnęłam się do niego i zobaczyłam lekkie zdziwienie na jego twarzy.
- Czyli mogę uznać, iż jestem panią śmierci? - Spojrzałam na niego figlarnie.
- Oczywiście... - Wychwyciłam nutkę ulgi w jego głosie.
Oboje zaśmialiśmy się i przytuliliśmy do siebie. Spojrzałam na Nazo, mojego Boga śmierci, a on na mnie swoją boginie. Nasze usta powoli zbliżały się od siebie, by połączyć się w długim gorącym pocałunku, w którym wyrażaliśmy wszystkie nasze uczucia. To jak się kochamy, jak nam na sobie zależy. Był to długi i rozkoszny pocałunek, ale jak dla mnie za krótki.
Chwyciliśmy się za ręce i wróciliśmy do naszego domu, aby móc spędzić w nim wieczność razem.

*****************
Ohayo to ja _xXx_ jeśli ktoś przeczytał to badziewie, to ciesze się i chciałam powiedzieć, iż to opowiadanie zostało napisane na polaka do szkoły i mogę z dumą powiedzieć, że dostałam 5 Supercałuski i do następnego, a jeżeli ktoś chce przeczytać coś jeszcze mojego autorstwa, to odsyłam do ren24.pinger.pl
Edit. Karmel

1 komentarz:

  1. Bossskie jejciu zaczytałam się jak nigdy :)
    Cieszę się nawet,że Sakura-chan umarła bo wtedy nie mogłaby być całą wieczność z Nazo.
    Tylko jedno mnie ciekawi gdzie on wychodził gdy ją zostawiał ??
    Mogłabyś mi napisać na http://naznaczonanastolatka.pinger.pl/
    ten link w wiadomościach prywatnych ???
    Proszę Ren. :*

    OdpowiedzUsuń