O nas

Moje zdjęcie
Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Ja i On - Rozdział I

Kiedy się urodziłam byłam bardzo słaba, więc rodzice ciągle się martwili. Wystarczył lekki wiaterek, żebym dostała kataru. Kiedy miałam sześć lat wyszłam z tego chorowitego wieku. Rodzice postanowili wyjechać na wakacje. Wybrali dwa tygodnie na Hawajach.Byli strasznie zmęczeni moimi chorobami, wiec gdy przydarzyła się okazja, to skorzystali z niej. Zostałam pod opieką ich dobrej przyjaciółki, a zarazem naszej sąsiadki.
Gdy nadszedł czas powrotu moich rodziców okazało się, że samolot którym lecieli z powrotem do domu - rozbił się. Nie przeżyli tylko oni, ponieważ siedzieli akurat w tym miejscu, gdzie gruby konar przebił spadający samolot na wylot. Tak, przebił moich rodziców. Gdy się o tym dowiedziałam płakałam przez 3 dni. Byłam wykończona i nie miałam energii na nic, a przecież sąsiadka nie mogła się mną długo zajmować.
Okazało się że mam dziadka, który mieszka na wsi w świątyni. Na początku byłam przerażona perspektywą, że będę mieszkać z obcym mężczyzną na wsi. Spakowałam się i umyłam. Uczesałam moje blond włosy w dwa warkoczyki i ubrałam śliczną różową sukienkę, którą dostałam od mamy. Pojechałam tam autobusem. Kiedy dojechałam na przystanek okazało się, że nikt po mnie nie wyszedł, aby mnie odebrać i się ze mną przywitać. Czekałam, mijały godziny.
Nastała noc. Bałam się jak diabli, ale zasnęłam. Byłam zbyt zmęczona podróżą. Kiedy się obudziłam był już ranek - około 7.30. Było dość chłodno, więc postanowiłam szukać dziadka świątyni na własna rękę. Wałęsałam się kilka godzin  po tej odizolowanej od świata wsi. Wreszcie natrafiłam na mężczyznę, który znał mojego dziadka -  Fujikawę Minori. Zaprowadził mnie do jego świątyni. Na pierwsze spojrzenie pomyślałam: " Co to za rudera?! Ja... Będę tutaj mieszkać?". Mężczyzna odszedł z uśmiechem i poprosił aby pozdrowić dziadka. Weszłam do środka. Pierwsze co mnie spotkało to, to że pode mną załamała się podłoga! Wpadłam do dziury od pasa w dół. Oczywiście nikt nie przyszedł mnie uratować. Po jakimś czasie, w końcu postanowiłam się sama wygramolić z tej dziury i po kilku nieudanych próbach nareszcie się udało!
- Udało się, nie potrzebuję Cię ty stary pryku! - krzyknęłam.
Wyszłam, otrzepałam moją śliczna różową sukieneczkę i wtedy zobaczyłam jakiegoś dziadka w drzwiach, który bezczelnie na mnie nakrzyczał:
- Co ty kurde tu robisz?! Zrobiłaś wielgachną dziurę w podłodze! Co ja teraz pocznę?
- Ja, ja przepraszam za tą podłogę, nie wiedziałam że jest w takim stanie.
- *wzdycha* No trudno. Po prostu to naprawisz i po problemie.
- Słucham? Ja mam to naprawić? Od czego są mężczyźni?!
- Ja rządzę w tej świątyni, a poza tym pracuję na polu. Od rana do wieczora.
- A... Ale.
- Żadne ale. Naprawisz i koniec! Tak na marginesie... To kim u licha jesteś? Po co ci ta walizka??
- Tutaj mieszka mój dziadek -  Fujikawa Minori i mam z nim zamieszkać.
- Ze mną? Nawet nic o tym nie wiem! Jeszcze to dziewczynka. Ojoj - odpowiedział z wielką goryczą i smutkiem w głosie.
Jednak musiałam się gdzieś podziać. Nie pójdę do domu dziecka! Tym bardziej do żadnej rodziny zastępczej, gdzie jest siedmioro dzieci, które są okropne dla nowych.
- Ja myślałam dziadku, że mnie chcesz przyjąć do siebie. - Powiedziałam to najsmutniej, jak umiałam. Muszę mu pokazać, że chcę z nim zostać, że bardzo mi zależy i się że postaram.
- Co ja z tobą pocznę? Nie umiem zajmować się dziećmi, a tym bardziej dziewczynkami. Myślę, że z chłopcem jeszcze jakoś dałbym radę.
- O to się nie martw dziadku. Sama umiem się sobą zająć.
- Naprawdę?
Jego usta rozpromieniły się w uśmiechu.
STRASZNIE PODEJRZANE ! Co on tutaj kombinuje, niby? Już się go boję....
- Tak, więc będziesz sprzątała, prała, pomagała w ogródku, który jest przy świątyni, zajmowała się ziołami. Jak podrośniesz, to będziesz również gotować.
Wiedziałam, ten staruch miał taki plan od początku, ale to lepsze niż dom dziecka. Tam na pewno nie pójdę !
- Dobrze dziadku, ale sama sobie nie poradzę.Mam przecież tylko sześć lat!
- O to się nie martw, tu jest jeszcze jedna osóbka, którą się opiekuję. Pomaga mi już od jakiegoś czasu.
- Kto to jest?
- Jakby to ująć, to jest... *pod nosem* błehbłehbłehbłeh....
- Kto, dziadku? Nie usłyszałam !
- To jest... *pod nosem* błehbłehbłehbłeh
- Co?!
- TO JEST PÓŁ CZŁOWIEK I PÓŁ LISI DUCH! OKEJ?!
Lisi duch?! Co to jest?! Jak to możliwe, że coś takiego istnieje? Haha - pewnie próbuję mnie oszukać! Takiego wała! Nie dam się i już.
- Tak, jasne.... To przedstaw mi go.
Dziadek krzyknął:
- Kani chodź! Nie wlecz się tak. Mamy gościa, nową współlokatorkę.
Niby co?! Mam mieszkać z dziadem, który ma jakieś urojenia?! Jaki to mnie los spotkał....
- Dobra, dobra. Gdzie on jest?
- Już idzie, zaraz zobaczysz go
- Tak, tak... * wzdych*
Drzwi się otworzyły i  co w nich zobaczyłam... CHŁOPCA! Nie, nie. To niemożliwe! Moim oczom ukazała się sylwetka ośmioletniego chłopca ubranego w biało-czarne kimono, miał ogromnie szaro-miodowe oczy. Kły jego były jak u jakiegoś lisa, czy kota. Białe i długie do połowy pleców włosy związane były gumką, żeby się nie brudziły. Jego... Tak, LISIE USZY! Były białe, sterczące i lekko drgały. Przez jedno ucho szła taka czarna krecha, która wyglądała jak czarne błoto. Patrzyłam się na tego lisiego chłopca z dobre piętnaście minut, gdy dziadek powiedział:
- Co? Nie wierzyłaś mi? Kani, przedstaw się.
- * prych*...
Co? On na mnie prychnął?! Czy mi się zdawało? Nie... TO BYŁO PRYCHNIĘCIE?!  Nie mówcie mi, że...
- Nie będę się przedstawiał temu nędznemu człowiekowi! Kim ona jest? Po co tu przylazła? Może to jakaś oszustka!
Podszedł do mnie i zaczął ciągać moje policzki. Jakie chamstwo! Nie dość, że cham, to jeszcze i prostak !
- Policzki ma prawdziwe... - powiedział.
- Kani! Przedstaw się jej po prostu i odejdź....
Nie wiem po co miał mi się przedstawiać. Ja już go nie cierpiałam i to z wzajemnością, a poza tym znam jego imię...
- Nie! Nie przedstawię się jej. To zwykły człowiek i nic więcej.
- Kani... *wzdych*  Przepraszam cię za niego... Właściwie, to jak masz na imię??
- Mam na imię Liar.... Liar Minori.
- Liar... Hm. Ładne imię. Co ono oznacza?
- Oznacza ono... Yyy.
Tak, to znaczy inaczej "kłamca", ale nie mogłam mu tego powiedzieć, przecież jeszcze uznałby mnie za pechową.
- Nie wiem co to może znaczyć, ale pewnie coś normalnego.
- Dziadku, jej imię oznacza...
Co?! Nie mówcie mi, że ten dzieciak zna angielski?!  Nie... Musze coś zrobić. Spiorunowałam go spojrzeniem, ale dzięki temu się wreszcie zamknął.
- Nieważne dziadku....
Spojrzał na mnie, jakby wypowiadał mi wojnę! Hm... Co on tutaj robi? To świątynia wiec... Wiem jedno. Na pewno się go nie pozbędę.  Muszę go tylko zaakceptować i ignorować.
- Dzieciaczki! Siadamy do stołu, do kolacji! Już, już. Idźcie umyć rączki.
- Dobrze dziadku.
- Tak, dziadku.
Pierwszy dzień w tym zadupiu właśnie się tak skończył. Trochę się z tym lisem poszarpałam, jak myliśmy ręce, a w trakcie kolacji nie odzywałam się do niego i on do mnie. Tak wytrwałam do nocy. Uff... Czas się kłaść spać muszę rozścielić futon w moim pokoju i idę spać! jestem wykończona...
- Dobranoc wszystkim!
- Dobranoc Liar!
- Idź rzesz spać czarownico...
Aż mi żyłka wyskoczyła! Ja, czarownica? Sam jest w połowie lisim duchem. Kto tu jest dziwniejszy?! No nic, odwróciłam się na pięcie w białym t-shircie, który kiedyś podwędziłam tacie i położyłam się spać.


Uff. Pierwszy rozdział już za mną :D To pierwsza taka historyjka, więc bądźcie wyrozumiali i napiszcie w komentarzach "co się podobało, a co nie" :D
Pa! Ciekawostki.
Edit: Karmel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz