Kiedy nastał ranek, zwróciłam uwagę, że mój pokój jest całkowicie
pusty, oprócz futonu na środku i paru wielkich pajęczyn w rogach - nie
było nic. Wczoraj nie zauważyłam, że ten pokój jest tak ponury. Pewnie
byłam zbyt zmęczona podróżą i zbyt wzburzona rozmową z dziadkiem i tym
jego lisim stworem. Zalęgło się tutaj pełno robactwa, a na pajęczynach
ruszały się wpół zawinięte muszki - nieciekawy widok. Zobaczyłam na
podłodze cienkie strugi światła dochodzące do wnętrza pokoju. Poszłam
ich śladem. Przed sobą zobaczyłam papierowe, przesuwane drzwi.
Pomyślałam, że muszę je otworzyć, aby do pomieszczenia wpadło trochę
blasku, ale nie mogłam ich ruszyć. Drzwi się zacięły. W pokoju były
jeszcze drugie drzwi, więc i je chciałam otworzyć, ale ich też nie
zdołałam ruszyć. Zdziwiona i przestraszona całą sytuacją, ponieważ nie
mogłam wydostać się z czterech ponurych ścian, głośno zawołałam dziadka.
Zjawił się po około dziesięciu minutach przy jednych drzwiach:
- Co się tutaj stało?! - głośno krzyknął.
- Nie wiem. Jak wstałam, to już nie mogłam się stąd wydostać.
- To bardzo komiczne - odpowiedział ze śmiechem.
- Dziadku... - powiedziałam rozpaczliwie. - Co się tam dzieje za ścianą?
- Powiem tak: "jesteś zabita dechami z góry na dół". Ot co!
- Ja... Jak to?! - zdziwiona odparowałam podniesionym tonem. -
Drugich drzwi też nie mogę otworzyć. Nawet nie zdążyłam zobaczyć, co się
za nimi znajduje...
- Ogródek ziołowy. Zaraz sprawdzę od tamtej strony - słyszałam tylko
tupotanie jego ciężkich gumowych butów i stęki starej podłogi, która
błagała o naprawę.
Czekałam z dobre piętnaście minut aż dziadek postanowił się pojawić.
- Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale poszedłem po łom do starej szopy. Zaraz spróbuję cię stamtąd wyciągnąć.
- Dziadku, ale szybciej. Muszę do toalety! - Stałam ze skrzyżowanymi nogami, aby tylko wytrzymać.
- Już, już. Ciekawe, kto to zrobił...- powiedział drwiącym głosem -
Wiesz, dzisiaj zaczyna się twój pierwszy dzień, odkąd zamieszkałaś
tutaj. Musisz mi tu pomagać, jak tylko potrafisz. Rozumiesz?
- Co z Kani? Mówiłeś, że on pomaga.
- On jest teraz w szkole, ale gdy już wróci, to zawsze mi pomaga
swoją mocą. W zamian może tu przebywać, spać, jeść, myć i takie inne
rzeczy. - powiedział to tak, jakby był dumny z pomocy tego kretyna.
- Do której klasy chodzi? - zapytałam.
- Do drugiej klasy liceum.
- Druga liceum, to niemożliwe, przecież on ma 8 lat. W dodatku ten ogon i uszy, jak on to ukrywa?
- On nie chodzi do normalnej szkoły - powiedział wolno nadal próbując odblokować drzwi.
- To do jakiej? Dla lisich duchów... - zakpiłam.
- Tak, a żebyś wiedziała, jest on w połowie lisim duchem, więc ma
inne nauczanie. Ma też różne przywileje, na przykład chodzi do
wyjątkowej szkoły i praktykuje magię .
- Magia? Ten paskudny szkodnik potrafi czarować? - Już miałam pewien
plan, a mianowicie chciałam wymusić na nim naukę tego czary-mary.
- Tak, właśnie nią dużo mi pomaga
- Jak to się stało, że uczęszcza do drugiej klasy liceum? - wypowiedziałam to z zazdrością.
- Kani jest bardzo zdolnym chłopcem. W jego wieku, będąc pół
człowiekiem i lisim duchem dostać się do tej klasy, to duże osiągnięcie,
ale dla niego możliwe. To bardzo mądre i inteligentne dziecko, a jego
szkoła jest wyjątkowo wymagająca.
- Jak to się stało? Co w takiej szkole ma być trudnego, przecież
tylko chodzą w kimonach i to wszystko pewnie...- odpowiedziałam śmiejąc
się.
- Dostać się do tej klasy i szkoły, to wielki wysiłek, żeby w jego
klasie musisz znać co najmniej dziesięć języków, w tym pismo
hieroglificzne. Trzeba też znać cała historie swojego świata i świata
ludzi, co najmniej 70% roślinności w obu światach. To samo tyczy się
zwierząt i jeszcze muszą umieć zmieniać się w różne przedmioty, rośliny i
osoby
- Są zmiennokształtni, tak?
- Właśnie tak! Kani jest pierwszy w rankingu szkolnym - dziadek uniósł się dumnie.
Jak ten arogancki narcyz możne być takim dobrym uczniem? Jakim cudem? Pewnie użył swojej czarnej magii i dlatego tak jest...
- Mam cię! - usłyszałam trzask, a drzwi się otworzyły.
- Ktoś musiał się nieźle postarać, żeby to zrobić. - Dziadek cały
zaspany przetarł spocone czoło brudnymi od łomu dłońmi. Nie dość, że był
spocony, to jeszcze miał cała brudną twarz od rdzy. Komiczny widok, ale
nic nie mówiąc ciągnęłam dalej:
- To co z tą magią?
- Kani jest drugi w rankingu używania magii. Zwykle nie schodzi z
podium. Pierwszym jest jego nauczyciel, a zarazem uczeń tej szkoły.
- Drugi też jest lisem. Hm?
- Nie, jest skrzatem. Kiedyś tutaj przyszedł, bo odprowadził Kaniego. Był on jednak niezwykle niemiły, ale Kani go lubi.
- Haha - drugi świr - powiedziałam to najciszej, jak mogłam, ale dziadek i tak to usłyszał.
- Drugi świr? To kto jest tym pierwszym? - dziadek patrzył się swoimi
wyłupiastymi, piwnymi oczami, jakby chciał mi wywiercić dziurę w czole.
- Nieważne dziadku - obroniłam się moją najlepszą bronią, czyli
słodkim uśmiechem. Pobiegłam do toalety, bo myślałam ze pęcherz mi
eksploduję, chociaż przez chwilę o nim zapomniałam. Kiedy wychodziłam z
łazienki, zobaczyłam dziadka ubranego w swoje brudne ogrodniczki i szarą
zniszczoną koszulkę. Stał obładowany różnymi detergentami, mopami i
szmatkami z nieciekawym wyrazem twarzy. Ja tylko patrzyłam i prawie
pękając ze śmiechu powiedziałam:
- Dziadku, a ty co? Zmieniasz się z rolnika w sprzątaczkę?! - nie
wytrzymałam, zaczęłam się śmiać, jak nigdy dotąd. Przypomniało mi się,
jak ostatnio śmiałam się tak z rodzicami. To było kilka dni przed ich
wylotem na Hawaje... Od razu spochmurniałam... Z miny dziadka
wywnioskowałam, że to nie był najciekawszy widok. Jednak nie miałam
zamiaru wtedy płakać. Obiecałam sobie, że już nie będę tego robić, za
dużo już się już naszlochałam po rozbiciu się samolotu. W życiu będę
trzymać tego postanowienia, jak tonący brzytwy!
Dziadek z miną zwaną: "próbuję cię pocieszyć, ale nie umiem" poklepał mnie po głowie swoją pomarszczoną dłonią i powiedział:
- No Liar! Bierz się za sprzątanie, a ja idę w pole - i z szybkością
światła opuścił świątynie zanim zdążyłam wykrztusić swoje sprzeciwy.
Często pomagałam mamie w sprzątaniu, więc wzięłam się za sprzątanie.
Tak minęła reszta dnia. Na sprzątaniu! Było jednak widać efekty, ale
przez to że jestem jeszcze dość mała - nie dosięgałam do wszystkiego,
więc to zostało brudne. Kolacją nie będę się zajmowała, bo dziadek
mówił, że będę się tym zajmować, jak będę starsza, wiec nie mieszałam
się w to. Usiadłam na czystej podłodze i zatopiłam się w myślach.
Dzięki porządkom poznałam cały dom. Pokój dziadka jest największy, to
było do przewidzenia, syf miał tam straszny. Futon leży w lewym rogu
pokoju przy oknie. Koło futonu leżała stera śmierdzących ubrań. Mało co,
a zalęgłyby się tam robale. W prawym rogu stał wazonik ze sztucznym
słonecznikiem, a koło drzwi stała malutka komoda, w której było o dziwo
schludnie i ładnie. W końcu, gdy domyłam brudną podłogę z ziemi, ubrania
wrzuciłam do pralki, umyłam okna i zdjęłam pajęczyny, to wreszcie ten
pokój jakiś wyglądał. Z pajęczynami był problem, bo musiałam używać
krzesła i miotłę z długą rączką, ale sobie poradziłam. Jeden pokój stoi
pusty. Nic w nim nie ma, nawet okna, dlatego tylko ściągałam pajęczyny i
zmyłam podłogę.Wreszcie nadszedł czas na pokój Kaniego. Miał porządek.
Podłoga czysta, zero pajęczyn, przy ścianach sterty książek po co
najmniej 300 stron, futon czysty, szafa i komoda bez kurzu, więc nic nie
sprzątałam. Kuchnia, to było wyzwanie. To odwiedź naszą świątynię. Do
szafek wyżej nawet na krześle nie sięgałam, wiec nie wysilałam sie jakos
i nic z nimi nie robiłam. Teraz przyszedł czas na najgorsze. Łazienka
pralka umorusana w smarze i ziemi. Rozrzucone ubrania dziadka były
wszędzie, a ubrania Kania poukładane były na szafce przy pralce. Toaleta
to miała kolonie grzybów, więc prawie na nią zwymiotowałam, gdy ją
myłam. Do lusterka nie sięgałam, więc krzesło poszło w ruch i zostało
przetarte. Wanna czysta... Założę się że tylko Kani z niej korzysta,
ponieważ wszystko co jego jest zawsze czyste, a prysznic... Nawet nie
powiem jak wyglądał, ale umyłam. Wszystko poskładałam i wytarłam, prania
nie robiłam bo nie umiem. Zostało mi tylko korytarz przetrzeć i
już.Uf... Ciężko było, ale zrobiłam już wszystko.
Usłyszałam kroki. Otworzyły się drzwi, a w nich stanął ten paskudny
lis z dziadkiem . Dziadek miał głupkowaty uśmiech, że już skończył swoją
robotę i cały umorusany w błocie wchodzi do domu.
- DZIADKU! Oszalałeś?! Dopiero co skończyłam sprzątać.
- Tak? Kani sprząta dom w kilka minut i to cały... - dziadek z błagalnym wzrokiem patrzy się na mnie
- To niech on sprząta, a poza tym z tego co widziałam, to najczyściej tu nie było...
- Kani miał przygotowania do egzaminów i nie miał czasu, aby sprzątać. Spędzał głównie czas w szkolnej bibliotece.
- Właśnie, ty jędzo! Ktoś musi się tu uczyć. Ty myślisz, że będę
takim matołem jak ty... Panieneczko? - Wszedł do domu i stupnął całe
błoto na lśniąca podłogę, którą przed chwilą wyczyściłam.
- Ty lisi wybryku natury! Co ty u diabła robisz? Jak śmiesz niszczyć moja ciężką pracę?!
- Też mi praca... - zakpił z uśmiechem na twarzy. Rzucił w kąt swoje klamoty i wszedł do kuchni.
- No tak. Dolne półki wyczyściłaś, a górnych to już się nie dało, co?
- Ty myślisz, że co ja jestem? Kobieta guma czy coś?
- To ty jesteś w ogóle jesteś dziewczyną?
Myślałam, że zaraz mi żyła w czaszce pęknie, przez tego lisa! Mało nerwicy nie dostałam.
- Ha! Zrób to lepiej. Sam jesteś raptem dziesięć centymetrów wyższy
ode mnie - powiedziałam z wyrazem twarzy, która mówiła: "mam nadzieję,
że zawalisz".
- Phi... Wzrost to nie problem. Patrz i się ucz. - Podwinął rękawy i
wypowiadając jakieś dziwne słowa wskazał na szafki palcami. Po sekundzie
i zrobiły się czyste, a wręcz jak nowe. Przy nich moje wyczyszczone
szafki wyglądały, jakby były ze śmietnika.
- Lisi duch, chyba lisi debil! - pokazałam język i uciekłam do swojego pokoju.
- Totalna kretyna - wykrzyknął.
Dziadek zrobił w tym czasie kolację. Dziadek zwołał mnie i Kaniego na
dół, do kolacji. Jako że byłam głodna musiałam się podporządkować
mojemu żołądkowi. Usiedliśmy przy stole:
- Smacznego! - powiedziałam.
- Smacznego wszystkim! - odpowiedział dziadek.
- Smacznego dziadku! - odpowiedział Kani.
- Ej lisie, a do mnie to co? Co ja jestem... Jakieś zwierze?
- W rzeczy samej - i zabrał się za jedzenie.
- Ty przebrzydły lisie! Dziadku, jak on ci w ogóle pomaga? Co? - patrzyłam na niego świdrującymi, niebieskimi oczyma.
- Pomaga mi w polu - odpowiedział i dalej je niewzruszony.
- Dokładniej?
- Sieje i podlewa rośliny.
- Tylko tyle?
- To ty możne podlejesz 160 arów ziemi i zasiejesz na tych nich plony? - Rozzłoszczony podniósł ton.
- Nie dziadku. Przepraszam - ostatkami sił próbowałam to naprawić.
- No to teraz przeproś Kania.
- Nigdy w życiu. - wydusiłam z powagą. Nie miałam za co go przepraszać, on przecież też nie docenia mojej pracy.
- Dlaczego?
- To głupi lis i nic więcej!
Kani gwałtownie wstał. Miał na sobie cudowny, czarny mundurek ze swojej szkoły. Powiedział przy tym tylko:
- Dziękuję dziadku.
Poszedł wściekły do swojego pokoju. Nie wiedziałam o co mu chodzi, więc skierowałam się z pytaniem do dziadka.
- Co się mu stało?
- Nie lubi jak inni ludzie wytykają mu to, że jest inny. Kiedyś
chodził do przedszkola dla ludzi i cały czas był wyśmiewany z powodu
uszu i ogona. Powinnaś go przeprosić.
Naprawdę źle się z tym czułam... Nie wiedziałam co z tym zrobić i
myślałam ze zapadnę się pod ziemię. Postanowiłam go przeprosić i po
drodze wzięłam jego plecak z korytarza. Ciężki był, ale to nic. Pognałam
do jego pokoju.
Po drodze mówiłam sobie w myślach: "Boisz się lisa? Jego reakcji? Nie boje się! W ogóle się jego nie boję".
Zapukałam i weszłam do pokoju rozsuwając drzwi. Zastałam go
czytającego jakąś książkę. Nie byłam ciekawa co to za książka, ale żeby
to jakoś zacząć spytałam:
- Co czytasz? - i siadłam koło niego.
- I tak nie zrozumiesz. Nie siadaj tak blisko mnie! - odsunął się kawałek ode mnie.
- Dlaczego? - zapytałam go, lecz nie dając mu dojść do słowa powiedziałam:
- Przepraszam ze to wcześniej... Nie chciałam cię zranić. Naprawdę mi przykro - posmutniałam i spuściłam głowę.
- Głupi szkodnik. Nie przepraszaj mnie za to. Często to słyszałem,
jak chodziłem do przedszkola dla normalnych ludzi. - powiedział z
grymasem na twarzy podobnym do uśmiechu.
Miał taki piękny wyraz twarzy w tym momencie. Nie sądziłam, że on
możne się tak uśmiechać. Wyglądał wtedy, jak lisi książę. ZARAZ ! O czym
ja myślę? To przeiceż ten sam osobnik, ten sam wróg!
- Pytałas się co to za książka, prawda? - spojrzał na mnie.
- Tak... - popatrzyłam na niego z zaciekawieniem.
- To jest historia o Kopciuszku. Chcesz, abym ci poczytał?
- Tak! - uśmiechnęłam się.
Ponownie przysunęłam się do niego. - Zaczynaj.
- O! Faktycznie... - odpowiedział lekko zawstydzony tym, że się
zapomniał. Otworzył jeszcze raz książkę na pierwszej stronie i
przeczytał tytuł "Kopciuszek".
- W pewniej mieścinie żyła sobie dziewczynka o imieniu Kopciuszek...- historia ciągnęła się i ciągnęła...
Usnęłam Kaniemu na ramieniu. On również usnął, przy czytaniu książki.
Rano dziadek znalazł nas u Kaniego w pokoju. Obudził nas z uśmiechem na
twarzy, chyba cieszył się, że się dogadaliśmy.
Jej! Drugi rozdział za mną! Jupi, ja, jej! :D Miłego czytania :D
P.S : Przepraszam za nadzwyczaj dojrzałe postacie xD
Edit: Karmel
Opowiadania, fanficki napisane na podstawie ciągu mangi lub całkiem wymyślone. Skupiamy się na mandze "Skip Beat!", ponieważ dzięki niej się poznałyśmy. Dużo jej zawdzięczamy. Zapraszamy czytelników różnych historii, fanów mang i anime, a w szczególności ludzi lubiących tytuł "Skip Beat!". Blog, który będzie zawierał opowiadania z naszych wyobraźni. Historie te będą różne, ponieważ tą stronę będzie prowadziło kilka osób.
O nas
- grupa.SNW
- Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
- Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz