O nas

Moje zdjęcie
Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.

piątek, 28 września 2012

Piekielne szczęście I

"Eh... znów ten sam sen... Co się ze mną dzieje, że ciągle śni mi się ta staruszka?" Obudziłam się cała spocona i zdenerwowana. Znów to samo. Ile można o tym śnić? Idziesz piękną dróżką, przy której z każdych stron rosną kwitnące wiśnie. Nie widać końca, aż tu nagle przed tobą staje niska staruszka ubrana w czarny płaszcz z kapturem na głowie. Szepcze ci coś do ucha, a ty nagle zaczynasz spadać w dół. W przepaść, gdzie urwane ręce próbują ciebie dopaść, gdy spadasz, a ludzkie głowy krzyczą do ciebie rzeczy niestworzone i niemożliwe do zniesienia. Jednak zawsze gdy widzę w tym śnie światło i ciemną, zarysowaną postać wyciągająca rękę do mnie budzę się. Nigdy się nie dowiem kim jest ta osoba i czego ode mnie oczekuje. Na szczęście to tylko sen i nigdy się to nie zdarzy.
Wstałam ociężale z łóżka i ujrzałam na budziku godzinę 7:53. " O mój Boże! Znów zaspałam! NIE! Spóźnię się i znów będę musiała klęczeć przy ścianie z rękoma ku górze." Szybkim ruchem ubrałam mój mundurek i wzięłam w usta przypalonego tosta, którego mi mama zrobiła na śniadanie.
- Dziękuję mamo - biegnąć krzyczałam do niej. Jednak nie wiedziałam, że to będą moje ostatnie słowa skierowane w jej kierunku.
- Nie śpiesz się i zjedz spokojnie - wykrzykiwała oburzona moim pośpiechem. Zachichotałam i odrzuciłam do niej, że jakby mnie obudziła normalnie, to bym nie musiała się spieszyć. Wybiegłam z domu otwierając furtkę i zatrzaskując za sobą.
"Pójdę skrótem, przecież i tak o tej godzinie nikt nie będzie pracować na tej budowie." Przemknęłam zgrabnie jak kocica między koszami na śmieci i wskoczyłam na murek. Zachwiałam się, jednak ręce mi pomogły ustabilizować swoją niewygodną pozycje. Trzymając w ustach tosta przemierzałam cienki murek. Kiedy doszłam do jego końca zeskoczyłam na śmietniki i ze śmietników potykając się, sturlałam się jak worek. Uderzyłam się w twarz, a skutkiem tego był gorący tost zmiażdżony na moim czole. " Ah, ale gorące!! Ał, ał..." Tańczyłam między cegłami, śmietnikami i workami z cementem z gorącym tostem na głowie. Na szczęście udało mi się go zrzucić, jednak burczało mi w brzuchu. Usiadłam na workach z cementem i zawiał ciepły letni wiatr. Zrobiło mi się ciepło i nawet nie wiedząc kiedy, zasnęłam. Sen był jednak inny niż wcześniej.  Było tak ciemno, że nic nie widziałam. Nagle zauważyłam światełko, które się do mnie zbliżało, a tym światełkiem byłam ja sama. Wysoka jak zawsze. Wyższa od niejednego chłopaka, bo 179 u dziewczyny rzadko się zdarza. Niebieskie oczy i jasne blond włosy lekko pofalowane do pasa. Taka byłam po ojcu. Mama japonka, a ojciec polak. Miałam białą szatę, trochę dziwną. Wyciągnęłam rękę w kierunku samej siebie i musnęłam opuszkami palców jej policzek, a raczej swój. Ta druga ja uśmiechnęła się i nagle obudziłam się, nie wiedząc, gdzie jestem. Wiedziałam, że obudziłam się w Londynie, ponieważ dosłownie kilkadziesiąt metrów ode mnie stał Big Ben. Mężczyźni z brodami w dziwnych czarnych kapeluszach, z laską w ręce i długim czarnym płaszczu. Wszyscy wyglądali jak z jakiegoś filmu. Byłam pewna, że jakimś cudem wylądowałam na planie filmowym do jakiegoś filmu o Londynie. Jednak się myliłam. Była zima, a ja trzęsłam się, jak galareta zwinięta w kulkę na schodach jakiegoś budynku. W letnim mundurku... Oczywiście, że było mi zimno! Myślałam, że zamarznę, ale w jednej chwili podszedł do mnie starszy człowiek.
- Dlaczego siedzisz tutaj taka roznegliżowana? - Przykrywając mnie czarnym długim płaszczem. Zrobiło mi się od razu cieplej. Nie mogłam jednak mu odpowiedzieć, ponieważ było tak zimno, że nawet ust otworzyć nie mogłam. Dobrze, że znam angielski. Siedziałam tak w milczeniu.
- Pomóc ci złotko? - Spytał się, a w jego głosie było można wyczuć, że jemu mnie żal. Kiwnęłam głową, chowając się szybko w płaszcz. Usłyszałam, jak krzyczy do jakiś ludzi, żeby pomogli mnie podnieść i wsadzili do powozu. Jakiś ogromny mężczyzna wziął mnie na ręce. Poczułam bijące od niego ciepło i miły melodyjny głos, który mówił:
- Przykro mi z jej powodu. To moja służka, która z niewiadomych powodów próbowała uciec. Bardzo mi przykro. "Co takiego? On se jaja robi?! Jaką służką?!  Gdybym tylko miała siłę..." Zrobiło mi się niedobrze, jednak wtuliłam się w ogromne ciało tego okropnego mężczyzny i zasnęłam. Kolejny przerażający sen. Szłam nocą ulicą przy pełni księżyca. Na końcu drogi było widać samochód, który jechał ze światłami w moją stronę i trąbił. Szłam dalej i samochód mnie potrącił. Wstałam jednak cała zakrwawiona i usiadłam patrząc na księżyc. Młody mężczyzna wybiegł z samochodu i podbiegając, spytał się, czy mi nic nie jest. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się potwornie. Bałam się, jednak mimo wszystko się nie ruszałam. Pochylił się nade mną i wyszeptał mi na ucho:
- I tak umrzesz... On cię tylko wykorzysta. - Obudziłam się ze snu cała zdyszana, krzycząc. Byłam w moim łóżku. U mnie w domu."Czyli ten cały Londyn i Big Ben to tylko sen..." Odetchnęłam z ulgą. Czy dałabym radę przeżyć z takim człowiekiem w jednym domu? Zadawałam sobie te pytanie z kilka razy i wstałam. Przez okno było widać, że jest noc. Spocona ruszyłam do łazienki i wzięłam prysznic. Nie mogłam znieść tego zapachu. Kiedy skończyłam założyłam biały szlafrok, papucie i ruszyłam do pokoju. Wytarłam się, wysuszyłam i włączyłam telewizor. Nic ciekawego nie było. Były tylko głupie bajki, ale co mi tam. Zostawiłam na tym kanale i patrzyłam, jak myszka Miki śmieje się. Zasypiając, usłyszałam na dole jakieś hałasy i spadające garnki na podłogę. Szybko wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Bałam się, jednak ciekawość wzięła górę. Weszłam do kuchni i ujrzałam trzech zbirów w maskach. Wszyscy mieli łomy. Rodzice w delegacji, a co jedna  siedemnastolatka może im zrobić? Zaczęłam uciekać, jednak mnie dogonili i przewrócili na ziemię. Zaczęli się śmiać.
- To co z nią zrobimy? Może zabijemy, jak ostatnią?
- Nie... Nie chce mi się ukrywać zwłok. Poturbujmy ją. - Największy z nich wziął mnie pod pachy, a ten średni zaczął uderzać mnie łomem. Dostawałam raz za razem po żebrach, brzuchu, nogach i rękach. Kiedy już skończyli widząc, że mam kość złamaną rzucili mnie na podłogę i stojąc nade mną, śmiali się wniebogłosy. Wszystko mnie bolało. Nie mogłam się ruszyć, a w ustach czułam smak krwi. Nagle poczułam uderzenie w głowę i nic więcej nie pamiętam.
Śniła mi cię czarna przestrzeń. Znowu. Wokoło mnie tańczyły dzieci w kółku. Ciągle śpiewały to samo:
- Raz, dwa, trzy śpisz już ty! Cztery, pięć, sześć on przyszedł cię zjeść. Siedem, osiem, dziewięć, czy już jesteś w niebie? - Obudziłam się z maską na twarzy wieziona na łóżku w kierunku sali operacyjnej. Głowa mi pękała, a na ciele czułam żar i ból. Wszystko paliło niemiłosiernie. Słyszałam jakieś dziwne huki i odgłosy, jednak nie rozumiałam ani słowa. Światła mi migotały w oczach, a ja dostałam coś na uśpienie. Nic mi się nie śniło. Obudziłam się w białej sali. Sama. Wszystko mnie bolało. Byłam zabandażowana, zagipsowana, pozszywana i Bóg wie co jeszcze. Leżałam i patrzyłam na biały sufit. Nagle weszła pielęgniarka z moją kartą pacjenta, kroplówką i zaczęła coś szperać przy aparaturze. Nic nie mówiąc, zamknęłam oczy. Udawałam, żeby uniknąć zbędnych pytań i chyba podziałało. Poszła sobie, a ja mogłam w spokoju myśleć, jednak głowa mi nie pozwoliła i krzyczała z bólu. Wszedł lekarz do pokoju i zauważył, że nie śpię.
- Widzę, że pani już się obudziła - uśmiechnął się. Był około po pięćdziesiątce. Z siwą brodą i pomarszczony, jednak nadal rześki i energiczny. Szybko spisał karty i powiedział, że jak dobrze pójdzie, to za tydzień wyjdę. Tydzień minął spokojnie i bez snów. Właśnie wywozili mnie na wózku ze szpitala, gdy policja do mnie podeszła i poprosiła, żebym pojechała z nimi na komisariat. Ja jednak nie czułam się wystarczająco dobrze, żeby gdziekolwiek z nimi jechać. Na szczęście rodzice wrócili i już przyjechali mnie odebrać. Przeprosiłam ich i pielęgniarka podwiozła mnie pod sam samochód moich rodziców. Tata mnie podniósł i usadził na tylnym siedzeniu zapinając pasy. Sam siał z przodu a mama prowadziła. Jechaliśmy bez rozmów. Tak, jakby to wszystko z tymi zbirami nie miało miejsca. Wysadzili mnie i zaprowadzili wpierw do mojego pokoju. Byłam tak wyczerpana i zmęczona, że od razu położyłam się na łóżku. Zasnęłam kamiennym snem. Śniło mi się, że ktoś się ze mnie śmiał, a ja sama próbowałam przed czymś uciec, jednak nie wiem przed czym. Sen był krótki. Obudziłam się znów cała spocona, jednak nie miałam na sobie ani szyn, gipsu czy też szwów. Odkryłam kołdrę i zauważyłam, że mam na sobie letni mundurek. Zdziwienie wzięło górę i żeby się zorientować, gdzie się znajduję wstałam z łóżka. Było ciemno. Nie mogłam znaleźć włącznika, a najgorsze to, to że było jak w lodowni. Wszystko co mogłam dostrzec i usłyszeć to skrzypiąca podłoga, brudne okno i pełno pajęczyn. Nie przejmowałam się tymi drobnostkami, w końcu nie jestem jakąś dziewczynką. Podeszłam do drzwi i przy otwieraniu lekko zaskrzypiały. Schody były już zupełnie inne. Tamto to, to chyba jakiś schowek czy czy coś. Zeszłam po turkusowym dywanie, który się rozciągał na schodach. Mijałam pokoje, piętra. Ten dom był jak labirynt. Kiedy wreszcie jakimś pięknym cudem doszłam do wyjścia. Były to ogromne mahoniowe drzwi. Wyrzeźbione na nich były różne postacie, krzyże i napisy. Pociągnęłam za klamkę i zanim zdążyłam otworzyć, usłyszałam za plecami męski głos, który sprawił, że miałam na całym ciele ciarki. Odwróciłam się powoli i ujrzałam wysokiego mężczyznę o oczach czerwonych jak rubiny, a włosach czarnych jak węgiel. Włosy miał dosyć długie, lekko opadające na ramiona. Tak przystojnego mężczyzny jeszcze nigdy nie widziałam. Widać było, że był szlachcicem. Przechylił lekko głowę, jakby widział zagubionego kotka. Uśmiechnął się szyderczo i powiedział:
- Witaj w moim domu. Od dzisiaj jesteś moją własnością.
- Ż-że jaaak? - Jąkałam się nie ze strachu, lecz z zimna. Uśmiechnął się jeszcze gorzej. Wyglądał jak przystojny potwór. Bardzo przystojny. Podszedł do mnie, a ja ujrzałam jaki naprawdę jest zbudowany. Pochylił się nade mną i podniósł mój podbródek przybliżając swoją twarz do mojej. Spojrzałam mu w jego piękne czerwone oczy, które błyszczały w świetle tak, że mogły mnie zahipnotyzować, jednak tego nie robiły. Wierciły w moim umyśle dziury, jak w serze szwajcarskim. Patrzyłam w jego oczy i nagle zauważyłam, że próbuję mnie pocałować odwracając uwagę swoimi oczami. "O nie, nie... Nie ze mną takie numery!" Zamachnęłam się i uderzyłam go z pięści w brzuch tak mocno jak tylko mogłam. Odsunął się lekko, ale nawet nie drgnął. Przycisnął mnie do siebie jak kawał mięcha. Tak, że moje ręce były zablokowane. Znów zaczął się nade mną pochylać. Tym razem kopnęłam go w kolano. Tak, że to byłoby niemożliwe, żeby się nie przewrócił i z zgodnie z oczekiwaniami przewrócił się.
- Hehe... Przykro mi, ale nie takich powalałam na kolana. Boks i karate to jednak coś dobrego. - Pokazałam mu język i szybko się odwróciłam, podwędzając jakiś wiszący czarny, długi płaszcz. Otworzyłam drzwi i wybiegłam na dziedziniec, ubierając się. Odwróciłam się i ujrzałam w drzwiach tego mężczyznę, który chciał mnie pocałować. Jego sylwetka była czarna z powodu jasnego światła w środku. Byłą taka podobna do tej z mojego snu. Uśmiechnął się do mnie i jego oczy rozpromieniły się krwistym blaskiem. Przerażało mnie to, jednak coś przyciągało mnie do niego. Ruszyłam w jego kierunku, gdzie stał on z wyciągniętymi rękoma. Nagle powiedział:
- Od teraz będziesz moja. Będziesz moją zabawką. - Nagle zatrzymałam się." Jaką zabawką? Nie ma mowy!". Udało mi się wyzwolić z tego dziwnego uścisku, który mnie prowadził. Szybko zaczęłam uciekać i tylko za plecami słyszałam:
- Jeszcze będziesz...- To wszystko, ponieważ byłam już za daleko, żeby cokolwiek usłyszeć. Otworzyłam ogromną mosiężną bramę i wyruszyłam zimną nocą na ulice nieznanego mi miejsca, Londynu.

by Ciekawostki
Edit. Karmel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz