"Eh... znów ten sam sen... Co się ze mną dzieje, że ciągle śni mi się ta staruszka?" Obudziłam
się cała spocona i zdenerwowana. Znów to samo. Ile można o tym śnić?
Idziesz piękną dróżką, przy której z każdych stron rosną kwitnące
wiśnie. Nie widać końca, aż tu nagle przed tobą staje niska staruszka
ubrana w czarny płaszcz z kapturem na głowie. Szepcze ci coś do ucha, a
ty nagle zaczynasz spadać w dół. W przepaść, gdzie urwane ręce próbują
ciebie dopaść, gdy spadasz, a ludzkie głowy krzyczą do ciebie rzeczy
niestworzone i niemożliwe do zniesienia. Jednak zawsze gdy widzę w tym
śnie światło i ciemną, zarysowaną postać wyciągająca rękę do mnie budzę
się. Nigdy się nie dowiem kim jest ta osoba i czego ode mnie oczekuje.
Na szczęście to tylko sen i nigdy się to nie zdarzy.
Wstałam ociężale z łóżka i ujrzałam na budziku godzinę 7:53. " O mój Boże! Znów zaspałam! NIE! Spóźnię się i znów będę musiała klęczeć przy ścianie z rękoma ku górze." Szybkim ruchem ubrałam mój mundurek i wzięłam w usta przypalonego tosta, którego mi mama zrobiła na śniadanie.
- Dziękuję mamo - biegnąć krzyczałam do niej. Jednak nie wiedziałam, że to będą moje ostatnie słowa skierowane w jej kierunku.
- Nie śpiesz się i zjedz spokojnie - wykrzykiwała oburzona moim
pośpiechem. Zachichotałam i odrzuciłam do niej, że jakby mnie obudziła
normalnie, to bym nie musiała się spieszyć. Wybiegłam z domu otwierając
furtkę i zatrzaskując za sobą.
"Pójdę skrótem, przecież i tak o tej godzinie nikt nie będzie pracować na tej budowie."
Przemknęłam zgrabnie jak kocica między koszami na śmieci i wskoczyłam
na murek. Zachwiałam się, jednak ręce mi pomogły ustabilizować swoją
niewygodną pozycje. Trzymając w ustach tosta przemierzałam cienki murek.
Kiedy doszłam do jego końca zeskoczyłam na śmietniki i ze śmietników
potykając się, sturlałam się jak worek. Uderzyłam się w twarz, a
skutkiem tego był gorący tost zmiażdżony na moim czole. " Ah, ale gorące!! Ał, ał..."
Tańczyłam między cegłami, śmietnikami i workami z cementem z gorącym
tostem na głowie. Na szczęście udało mi się go zrzucić, jednak burczało
mi w brzuchu. Usiadłam na workach z cementem i zawiał ciepły letni
wiatr. Zrobiło mi się ciepło i nawet nie wiedząc kiedy, zasnęłam. Sen
był jednak inny niż wcześniej. Było tak ciemno, że nic nie widziałam.
Nagle zauważyłam światełko, które się do mnie zbliżało, a tym
światełkiem byłam ja sama. Wysoka jak zawsze. Wyższa od niejednego
chłopaka, bo 179 u dziewczyny rzadko się zdarza. Niebieskie oczy i jasne
blond włosy lekko pofalowane do pasa. Taka byłam po ojcu. Mama japonka,
a ojciec polak. Miałam białą szatę, trochę dziwną. Wyciągnęłam rękę w
kierunku samej siebie i musnęłam opuszkami palców jej policzek, a raczej
swój. Ta druga ja uśmiechnęła się i nagle obudziłam się, nie wiedząc,
gdzie jestem. Wiedziałam, że obudziłam się w Londynie, ponieważ
dosłownie kilkadziesiąt metrów ode mnie stał Big Ben. Mężczyźni z
brodami w dziwnych czarnych kapeluszach, z laską w ręce i długim czarnym
płaszczu. Wszyscy wyglądali jak z jakiegoś filmu. Byłam pewna, że
jakimś cudem wylądowałam na planie filmowym do jakiegoś filmu o
Londynie. Jednak się myliłam. Była zima, a ja trzęsłam się, jak galareta
zwinięta w kulkę na schodach jakiegoś budynku. W letnim mundurku...
Oczywiście, że było mi zimno! Myślałam, że zamarznę, ale w jednej chwili
podszedł do mnie starszy człowiek.
- Dlaczego siedzisz tutaj taka roznegliżowana? - Przykrywając mnie
czarnym długim płaszczem. Zrobiło mi się od razu cieplej. Nie mogłam
jednak mu odpowiedzieć, ponieważ było tak zimno, że nawet ust otworzyć
nie mogłam. Dobrze, że znam angielski. Siedziałam tak w milczeniu.
- Pomóc ci złotko? - Spytał się, a w jego głosie było można wyczuć,
że jemu mnie żal. Kiwnęłam głową, chowając się szybko w płaszcz.
Usłyszałam, jak krzyczy do jakiś ludzi, żeby pomogli mnie podnieść i
wsadzili do powozu. Jakiś ogromny mężczyzna wziął mnie na ręce. Poczułam
bijące od niego ciepło i miły melodyjny głos, który mówił:
- Przykro mi z jej powodu. To moja służka, która z niewiadomych powodów próbowała uciec. Bardzo mi przykro. "Co takiego? On se jaja robi?! Jaką służką?! Gdybym tylko miała siłę..."
Zrobiło mi się niedobrze, jednak wtuliłam się w ogromne ciało tego
okropnego mężczyzny i zasnęłam. Kolejny przerażający sen. Szłam nocą
ulicą przy pełni księżyca. Na końcu drogi było widać samochód, który
jechał ze światłami w moją stronę i trąbił. Szłam dalej i samochód mnie
potrącił. Wstałam jednak cała zakrwawiona i usiadłam patrząc na księżyc.
Młody mężczyzna wybiegł z samochodu i podbiegając, spytał się, czy mi
nic nie jest. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się potwornie. Bałam się,
jednak mimo wszystko się nie ruszałam. Pochylił się nade mną i wyszeptał
mi na ucho:
- I tak umrzesz... On cię tylko wykorzysta. - Obudziłam się ze snu cała zdyszana, krzycząc. Byłam w moim łóżku. U mnie w domu."Czyli ten cały Londyn i Big Ben to tylko sen..."
Odetchnęłam z ulgą. Czy dałabym radę przeżyć z takim człowiekiem w
jednym domu? Zadawałam sobie te pytanie z kilka razy i wstałam. Przez
okno było widać, że jest noc. Spocona ruszyłam do łazienki i wzięłam
prysznic. Nie mogłam znieść tego zapachu. Kiedy skończyłam założyłam
biały szlafrok, papucie i ruszyłam do pokoju. Wytarłam się, wysuszyłam i
włączyłam telewizor. Nic ciekawego nie było. Były tylko głupie bajki,
ale co mi tam. Zostawiłam na tym kanale i patrzyłam, jak myszka Miki
śmieje się. Zasypiając, usłyszałam na dole jakieś hałasy i spadające
garnki na podłogę. Szybko wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Bałam się,
jednak ciekawość wzięła górę. Weszłam do kuchni i ujrzałam trzech zbirów
w maskach. Wszyscy mieli łomy. Rodzice w delegacji, a co jedna
siedemnastolatka może im zrobić? Zaczęłam uciekać, jednak mnie dogonili i
przewrócili na ziemię. Zaczęli się śmiać.
- To co z nią zrobimy? Może zabijemy, jak ostatnią?
- Nie... Nie chce mi się ukrywać zwłok. Poturbujmy ją. - Największy z
nich wziął mnie pod pachy, a ten średni zaczął uderzać mnie łomem.
Dostawałam raz za razem po żebrach, brzuchu, nogach i rękach. Kiedy już
skończyli widząc, że mam kość złamaną rzucili mnie na podłogę i stojąc
nade mną, śmiali się wniebogłosy. Wszystko mnie bolało. Nie mogłam się
ruszyć, a w ustach czułam smak krwi. Nagle poczułam uderzenie w głowę i
nic więcej nie pamiętam.
Śniła mi cię czarna przestrzeń. Znowu. Wokoło mnie tańczyły dzieci w kółku. Ciągle śpiewały to samo:
- Raz, dwa, trzy śpisz już ty! Cztery, pięć, sześć on przyszedł cię
zjeść. Siedem, osiem, dziewięć, czy już jesteś w niebie? - Obudziłam się
z maską na twarzy wieziona na łóżku w kierunku sali operacyjnej. Głowa
mi pękała, a na ciele czułam żar i ból. Wszystko paliło niemiłosiernie.
Słyszałam jakieś dziwne huki i odgłosy, jednak nie rozumiałam ani słowa.
Światła mi migotały w oczach, a ja dostałam coś na uśpienie. Nic mi się
nie śniło. Obudziłam się w białej sali. Sama. Wszystko mnie bolało.
Byłam zabandażowana, zagipsowana, pozszywana i Bóg wie co jeszcze.
Leżałam i patrzyłam na biały sufit. Nagle weszła pielęgniarka z moją
kartą pacjenta, kroplówką i zaczęła coś szperać przy aparaturze. Nic nie
mówiąc, zamknęłam oczy. Udawałam, żeby uniknąć zbędnych pytań i chyba
podziałało. Poszła sobie, a ja mogłam w spokoju myśleć, jednak głowa mi
nie pozwoliła i krzyczała z bólu. Wszedł lekarz do pokoju i zauważył, że
nie śpię.
- Widzę, że pani już się obudziła - uśmiechnął się. Był około po
pięćdziesiątce. Z siwą brodą i pomarszczony, jednak nadal rześki i
energiczny. Szybko spisał karty i powiedział, że jak dobrze pójdzie, to
za tydzień wyjdę. Tydzień minął spokojnie i bez snów. Właśnie wywozili
mnie na wózku ze szpitala, gdy policja do mnie podeszła i poprosiła,
żebym pojechała z nimi na komisariat. Ja jednak nie czułam się
wystarczająco dobrze, żeby gdziekolwiek z nimi jechać. Na szczęście
rodzice wrócili i już przyjechali mnie odebrać. Przeprosiłam ich i
pielęgniarka podwiozła mnie pod sam samochód moich rodziców. Tata mnie
podniósł i usadził na tylnym siedzeniu zapinając pasy. Sam siał z przodu
a mama prowadziła. Jechaliśmy bez rozmów. Tak, jakby to wszystko z tymi
zbirami nie miało miejsca. Wysadzili mnie i zaprowadzili wpierw do
mojego pokoju. Byłam tak wyczerpana i zmęczona, że od razu położyłam się
na łóżku. Zasnęłam kamiennym snem. Śniło mi się, że ktoś się ze mnie
śmiał, a ja sama próbowałam przed czymś uciec, jednak nie wiem przed
czym. Sen był krótki. Obudziłam się znów cała spocona, jednak nie miałam
na sobie ani szyn, gipsu czy też szwów. Odkryłam kołdrę i zauważyłam,
że mam na sobie letni mundurek. Zdziwienie wzięło górę i żeby się
zorientować, gdzie się znajduję wstałam z łóżka. Było ciemno. Nie mogłam
znaleźć włącznika, a najgorsze to, to że było jak w lodowni. Wszystko
co mogłam dostrzec i usłyszeć to skrzypiąca podłoga, brudne okno i pełno
pajęczyn. Nie przejmowałam się tymi drobnostkami, w końcu nie jestem
jakąś dziewczynką. Podeszłam do drzwi i przy otwieraniu lekko
zaskrzypiały. Schody były już zupełnie inne. Tamto to, to chyba jakiś
schowek czy czy coś. Zeszłam po turkusowym dywanie, który się rozciągał
na schodach. Mijałam pokoje, piętra. Ten dom był jak labirynt. Kiedy
wreszcie jakimś pięknym cudem doszłam do wyjścia. Były to ogromne
mahoniowe drzwi. Wyrzeźbione na nich były różne postacie, krzyże i
napisy. Pociągnęłam za klamkę i zanim zdążyłam otworzyć, usłyszałam za
plecami męski głos, który sprawił, że miałam na całym ciele ciarki.
Odwróciłam się powoli i ujrzałam wysokiego mężczyznę o oczach czerwonych
jak rubiny, a włosach czarnych jak węgiel. Włosy miał dosyć długie,
lekko opadające na ramiona. Tak przystojnego mężczyzny jeszcze nigdy nie
widziałam. Widać było, że był szlachcicem. Przechylił lekko głowę,
jakby widział zagubionego kotka. Uśmiechnął się szyderczo i powiedział:
- Witaj w moim domu. Od dzisiaj jesteś moją własnością.
- Ż-że jaaak? - Jąkałam się nie ze strachu, lecz z zimna. Uśmiechnął
się jeszcze gorzej. Wyglądał jak przystojny potwór. Bardzo przystojny.
Podszedł do mnie, a ja ujrzałam jaki naprawdę jest zbudowany. Pochylił
się nade mną i podniósł mój podbródek przybliżając swoją twarz do mojej.
Spojrzałam mu w jego piękne czerwone oczy, które błyszczały w świetle
tak, że mogły mnie zahipnotyzować, jednak tego nie robiły. Wierciły w
moim umyśle dziury, jak w serze szwajcarskim. Patrzyłam w jego oczy i
nagle zauważyłam, że próbuję mnie pocałować odwracając uwagę swoimi
oczami. "O nie, nie... Nie ze mną takie numery!" Zamachnęłam
się i uderzyłam go z pięści w brzuch tak mocno jak tylko mogłam. Odsunął
się lekko, ale nawet nie drgnął. Przycisnął mnie do siebie jak kawał
mięcha. Tak, że moje ręce były zablokowane. Znów zaczął się nade mną
pochylać. Tym razem kopnęłam go w kolano. Tak, że to byłoby niemożliwe,
żeby się nie przewrócił i z zgodnie z oczekiwaniami przewrócił się.
- Hehe... Przykro mi, ale nie takich powalałam na kolana. Boks i
karate to jednak coś dobrego. - Pokazałam mu język i szybko się
odwróciłam, podwędzając jakiś wiszący czarny, długi płaszcz. Otworzyłam
drzwi i wybiegłam na dziedziniec, ubierając się. Odwróciłam się i
ujrzałam w drzwiach tego mężczyznę, który chciał mnie pocałować. Jego
sylwetka była czarna z powodu jasnego światła w środku. Byłą taka
podobna do tej z mojego snu. Uśmiechnął się do mnie i jego oczy
rozpromieniły się krwistym blaskiem. Przerażało mnie to, jednak coś
przyciągało mnie do niego. Ruszyłam w jego kierunku, gdzie stał on z
wyciągniętymi rękoma. Nagle powiedział:
- Od teraz będziesz moja. Będziesz moją zabawką. - Nagle zatrzymałam się." Jaką zabawką? Nie ma mowy!". Udało mi się wyzwolić z tego dziwnego uścisku, który mnie prowadził. Szybko zaczęłam uciekać i tylko za plecami słyszałam:
- Jeszcze będziesz...- To wszystko, ponieważ byłam już za daleko,
żeby cokolwiek usłyszeć. Otworzyłam ogromną mosiężną bramę i wyruszyłam
zimną nocą na ulice nieznanego mi miejsca, Londynu.
by Ciekawostki
Edit. Karmel
Opowiadania, fanficki napisane na podstawie ciągu mangi lub całkiem wymyślone. Skupiamy się na mandze "Skip Beat!", ponieważ dzięki niej się poznałyśmy. Dużo jej zawdzięczamy. Zapraszamy czytelników różnych historii, fanów mang i anime, a w szczególności ludzi lubiących tytuł "Skip Beat!". Blog, który będzie zawierał opowiadania z naszych wyobraźni. Historie te będą różne, ponieważ tą stronę będzie prowadziło kilka osób.
O nas
- grupa.SNW
- Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
- Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz