Minęły jakieś dwa tygodnie od czasu, jak Ren przyłapał mnie z Sho w
jednym samochodzie. Nie były to najszczęśliwsze chwile mojego życia, ale
to nie była moja wina tylko tego przeklętego Shotaro! Siedziałam w
swoim pokoju gdybając nad tym, gdy tak patrzyłam na moją księżniczkę
Rosę i Corna - kamień pochłaniał moje smutki, a księżniczka dawała mi
nadzieję, że da się to jeszcze jakoś naprawić. Nagle zadzwonił mój
telefon, który leżał na łóżku obok torebki. Nie chciało mi się go
obierać, ale był od szefa, więc nie miałam innego wyjścia.
- Kyoko, wiesz dobrze że jesteś w LoveMe i mam dla ciebie zlecenie - wypowiedział te słowa z jak największą powagą.
- Jakie to zlecenie? - zapytałam, próbując wykrzesać z siebie jak najwięcej entuzjazmu. Jednak poległam na samym początku
- Wiec tak, twoim zadaniem jest... Uwaga... musisz przyjść na moje przyjęcie urodzinowe! - w tle było słychać muzykę i hałasy
- Dobrze szefie, kiedy jest pana przyjęcie urodzinowe? - Nie chciałam
iść, bo wiedziałam, jak będzie wyglądać to przyjęcie. Wszędzie półnagie
kobiety tańczące taniec brzucha z pawimi piórami na głowie i sztucznymi
ogonami,a sam szef skupi całą uwagę na siebie i będzie robił jakieś
niemożliwe rzeczy. Jednak musiałam iść szef to szef, a poza tym co by
sobie Tsuruga-san pomyślał? Dla niego unikanie pracy, to największa
zbrodnia.
- Właśnie zaczyna się przyjęcie - odpowiedział niewzruszony.
- Słucham?! Jak ja mam się przygotować na nie w tak krótkim czasie? - wypowiedziałam to z żalem.
- Pod twoim domem powinien czkać samochód, którym pojedziesz się
przebrać i zrobią ci makijaż. Jeżeli zdążysz w półtorej godziny
dostaniesz sto punktów. To papatki. - Rozłączył się zanim zdążyłam
cokolwiek wypowiedzieć Szybkim ruchem wzięłam mój telefon i torebkę.
Wybiegając z domu założyłam pierwsze lepsze buty i z szybkością światła
wbiegłam do samochodu, zamykając drzwi. Szybko ruszyliśmy do
najekskluzywniejszego sklepu z sukienkami szytymi na miarę. Pomyślałam:
"jak oni mi w półtorej godziny uszyją sukienkę?". Wchodząc do sklepu z
szoferem usłyszałam wołanie:
- Pani jest Mogami Kyoko ?- spytała ekspedientka z uśmiechem
- Tak... - powiedziałam z lekkim wahaniem.
- To cudownie! Pani sukienka już czeka - wyciągnęła rękę na przód i
ruszyła, a ja za nią. Weszliśmy do pokoju w którym wszędzie były piękne i
różnorakie sukienki, krótkie, długie, wieczorowe, koktajlowe. Patrzyłam
na to wszystko z zachwytem.
- Panienko Mogami oto pani sukienka - odsłaniając sukienkę przykrytą
białym materiałem ujrzałam najpiękniejszą sukienkę, przy której te co
widziałam w wejściu bledną. Była biała długa do kolan, w pasie zwężała
się i lekko marszczyła, dekolt nie za głęboki, a na nim były wyszyte
piękne delikatne falbanki, które przyciągały dużo pozytywnej uwagi,
wszystko było na białych ramiączkach, a sukienkę dopełniały białe
pantofelki na niewielkim obcasie. Pomyślałam, że przemienię się z
Kapciuszka w księżniczkę. Kiedy ją ubrałam nie mogłam wyjść z podziwu,
że suknia potrafi, tak zmienić człowieka. Zostałam obsypana
komplementami i się lekko zawstydziłam, przecież to nie ja byłam piękna
tylko ta sukienka. Szybko jednak musiałam się zbierać i wsiadając do
samochodu sprawdziłam godzinę. Jeszcze została godzina. Mam nadzieję, że
się wyrobię.
Ruszyliśmy autem do kosmetyczki. Znów najlepszy sklep w mieście! Jak
mój szef za to zapłaci, a jeżeli to ja będę musiała... - przerażona ta
myślą, szybko wypędziłam ją z głowy.
- Nie, nie, nie. On to wszystko przecież przygotował - wchodząc do
kosmetyczki jednym spojrzeniem mogłam ocenić, że są oni
profesjonalistami. Najpierw długi korytarz prowadzący do oddzielnych
pokoi, w których czekał makijażysta. Na podłodze turkusowy dywan, a na
ścianach obrazy z pozłacanymi ramami. Ponownie usłyszałam moje imię,
jednak teraz odpowiedziałam z pewnością.
- Tak. - odpowiedziałam. Nie wiem dlaczego byłam taka pewna siebie,
to pewnie przez tą sukienkę. Ona była pewnie jakaś magiczna! Zostałam
zaprowadzona do pokoju numer dziewięćdziesiąt trzy, w którym czekała na
mnie profesjonalistka. Siadłam na krześle przed wielkim lustrem nie
patrząc na wnętrze pokoju. Mogłam jednak dostrzec, że jest dużo
kosmetyków i złoty wazon stojący pusty w rogu. Zaczęła szybko nakładać
makijaż. Nawet nie widziałam, jak ona to robiła tak szybko. Po jakiś
trzydziestu minutach byłam gotowa i bardzo szęsliwa. Wyglądałam jak z
bajki, ale to nie koniec, jeszcze włosy mi przedłużyli. Nie zmienili mi
koloru włosów, więc nie czułam się niekomfortowo. Wstałam podziękowałam.
Następnie udałam się do wyjścia, gdzie czekał na mnie mój szofer.
Wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy na przyjęcie. Kiedy dojechaliśmy
przypomniała mi się akcja z Sho i Renem. Zdenerwowana nie wiedząc czy
wejść, czy też nie - ruszyłam do środka. Wchodząc powitał mnie szef i
powiedział, że dostanę zasłużone sto punktów. Zadowolona powiedziałam:
- Dziękuję za suknię i że pan za wszystko zapłacił
- Ja za to wale nie zapłaciłem - powiedział to z dyskretnym uśmieszkiem.
- Tak więc kto? - zdziwiona oczekiwałam odpowiedzi.
- Jak to kto? Ren. Ja tylko ciebie zaprosiłem.- powiedział i odszedł z innymi kobietami .
Stałam jak wryta. - Co? On mi kupił tą sukienkę i załatwił makijaż?
Myślałam, że on mnie nienawidzi za ostatnie nasze spotkanie! - Byłam
przerażona samą myślą spotkania go tutaj Postanowiłam się wymknąć.
Jednak zauważyłam Rena obleganego tłumem pięknych kobiet i nie mogłam w
takiej sytuacji wyjść. Zostając na przyjęciu poczułam wielką wściekłość
za to że flirtuje z tymi kobietami, przecież to mi załatwił kosmetyczkę i
sukienkę. Podszedł do mnie kelner z tacą na której stały kieliszki z
czerwonym winem i mnie poczęstował. Wzięłam to wino z myślą, że jeden
kieliszek mi nie zaszkodzi i je powoli sączyłam. Zauważyłam na
horyzoncie piękną kobietę z wielkimi biustem w białej i obcisłej
sukience, w której było widać wszystkie krągłości, a na domiar złego
była taka krótka, że prawie majtki było jej widać. Skąd ona się urwała?
Modliłam się o to, żeby nie podeszła do Rena Bóg mnie jednak nie
wysłuchał i jednej chwili pojawiła się na przeciwko niego. Wpadłam w
wściekłość! Nie sądziłam że jest takim rozpustnikiem! I co?! Jeszcze
obdarzył ją anielskim uśmiechem.. Nie tym fałszywym ! Oburzona sięgnęłam
po jeszcze jeden kieliszek czerwonego wina, mimo że wiedziałam, jak to
może się skończyć. Wypiłam go z taką szybkością, że nawet nikt nie
zauważył. Postanowiłam opuścić przyjęcie, żeby nie przeszkadzać we
flircie Tsurugi z tymi kobietami. Wyszłam i chciałam się udać na pieszo
do domu, jednak miałam małe problemy z nogami, gdyż odmawiały mi
posłuszeństwa. Postanowiłam oprzeć się o mur i poczekać aż się poprawi.
Zauważyłam że jestem na jakiejś nieznanej dotąd mi ulicy, na której
żarzyły się żarówki od latarni, a drzewa ginęły gdzieś w mroku, tam
gdzie światło nie dochodziło. Na przeciwko ciągnącego się, chyba z
kilometr, zniszczonego muru stały domy mieszkalne. W mieszkaniach paliły
się światła, czyli domownicy jeszcze nie śpią pomyślałam i przymknęłam
oczy.
W tym czasie Ren zaczął mnie szukać.
- Wszystko dobrze Mogami-san - zapytał się, gdy już mnie znalazł.
- O, Tsuruga-san! Myślałam, że jesteś na mnie zły... - Wyprostowałam się i stanęłam z nim twarzą, w twarz.
Ren nie wytrzymał tego. Przycisnął mnie do muru. Zabierając mi
jakąkolwiek drogę ucieczki i podniósł, łapiąc za nogi tak, aby nasze
twarze prawie się stykały:
- Tak, jestem wściekły na ciebie, nie wiem czemu kupiłem ci tą
sukienkę i tak naprawdę w tym momencie nie chce ciebie znać. - Ren ze
złością na twarzy zauważył nadjeżdżającą taksówkę.Opuścił mnie na zimny
chodnik . Zatrzymał taksówkę. Dał taksówkarzowi 8000 yen(ok 200zł) i
powiedział:
- Proszę zabrać tą panią gdzie będzie chciała.
- Dobrze proszę pana - taksówkarz pochylił swoją czapkę z darszkiem w strone Rena.
Tsuruga-san otworzył drzwi i wprowadził mnie do taksówki zatrzaskując
mocno drzwi. Siedząc w stojącej taksówce zdjęłam nowe buty. Zauważyłam,
że moje stopy są mocno obtarte. Wymasowałam lekko stopy i nagle
poczułam na nich chłód. Przecierając twarz zauważyłam, że płacze "
Poleciały? Dlaczego? Gdzie Tsuruga-san?". Widząc, że odchodzi wybiegłam
z taksówki i słysząc za plecami:
- Gdzie panienka się wybiera? - zapytał taksówkarz.
- Zaraz wracam - odpowiedziałam - proszę zaczekać.
Biegnąc bez butów skaleczyłam się w nogę. W głowie wirowało mi mocno,
że ledwo szłam. Nareszcie widząc w oddali ciemną sylwetkę Rena skąpaną w
blasku latarni podbiegłam i wskoczyłam mu na plecy. Nie wiem dlaczego
tak postąpiłam, po prostu - żeby nie odszedł. Ren poczuł na plecach
uścisk, i ciepło. Zorientował się że to ja wiszę na jego plecach jak
worek.
- D.. dlaczego powiedziałeś że nie chcesz mnie znać? - wyszeptałam
trzęsącym głosem do jego ucha, jakbym się bała, że ktoś mnie usłyszy.
- Powiedziałem co myślałem - oznajmił mi stanowczo Ren.
- Ja, ja cię tak szanuję - z lekkim płaczem wyszeptałam te słowa
- Szacunek tutaj nie ma nic do rzeczy. Naprawdę tylko mnie szanujesz?
Wiedziałam jaka będzie jego reakcja na moje słowa. Ukrywając głowę
na jego plecach wyszeptałam te słowa najciszej jak mogłam, żeby tylko
ich nie usłyszał.
- Kocham cię Tsuruga- san - i zsunęłam się powoli z jego pleców.
Oddalając się od Rena, odwróciłam się do niego zapłakana z nadzieją, że
patrzy. Jednak ujrzałam tylko jego plecy, na których przed chwilą
wisiałam. Z powrotem wsiadłam do taksówki.
- Proszę jechać.
- Tak proszę pani - taksówkarz ruszył, jednak jego ciekawość co do tej sytuacji była taka wielka, że spytał :
- I co? Udało się?
- Z czym?
- No z tym facetem...
- Heh. Chciałabym jednak to niemożliwe - powiedziałam z żalem w głosie.
- Przykro mi - odpowiedział, jakby chciał mnie pocieszyć.
Od tego zdarzenia przepłakałam kilka dni. Leżałam na łóżku z
chusteczką w jednej ręce i podusią w drugiej ręce. Nagle słyszałam, że
dostałam sms-a. Kiedy podeszłam do telefonu sprawdzić kto napisał do
mnie, zauważyłam, że to szef LME! Wściekłam się! Za to co się ostatnio
zdarzyło na jego przyjęciu! W pośpiechu prawie nie zmiażdżyłam telefon.
Przeczytałam tego "przeklętego sms-a". Wiadomości o treści: "Witaj Kyoko! Pośpiesz się i wpadaj do mojej rezydencji. Rodzina Hellów powraca! Pozdrawiam" .
- Co?! Ja mam jeszcze po tej całej sytuacji grać Setsu?! On chyba
sobie kpi ze mnie, ale jeżeli tego nie zrobie szef będzie zawiedziony...
- Próbowałam się przekonać do tego. Ruszyłam niechętnie w drogę - do
posiadłości szefa. Zostałam przywitana przez lokaja i wpuszczona do
środka. Wizażystka już na mnie czekała. Usiadłam na krześle. Kiedy już
skończyliśmy, został mi tylko ubiór. Nagle szef wszedł do pokoju i mówi :
- Kyoko- san! Musisz się pośpieszyć! Ren musi zjeść kolacje, przecież
wiesz, jak on się źle odżywia. - z błagalnym spojrzeniem wypowiedział
te zdania.
- Ja muszę się jeszcze przebrać i w ogóle... - próbowałam, jak najbardziej przeciągnąć czas, tak żeby się nie spotkać z Renem.
- To nie szkodzi. Przebierzesz się na miejscu. Nie martw się. On ma
zdjęcia dzisiaj o 20, a jest 18.30. Zdążysz dojechać, przebrać się i
zrobić kolacje - nalegał.
- Dobrze proszę pana - za namową uległam mu.
- Świetnie! Teraz wsiadaj i jedź! - Popchał mnie lekko w stronę wyjścia i pożegnał mnie z uśmiechem i zamknął drzwi.
- Eh... no dobra ! Teraz już po ptokach. Muszę jak najszybciej
dojechać tam i się przebrać. Po około 30 minutach dotarłam na miejsce.
Wbiłam do hotelu, gdzie dowiedziałam się, że wszystkie pokoje są zajęte.
- Proszę się nie martwić. Będę miała pokój z braciszkiem - ze
śmiechem pomachałam do boya hotelowego. Kiedy doszliśmy do pokoju
poinformowano mnie, że łazienka jest zepsuta i że muszę zejść dziewięc
pięter w dół, aby wejść do łazienki.
- Dlaczego nie dostaliśmy innego pokoju? - zapytałam się.
- Pani brat powiedział, że to mu nie przeszkadza, bo od rana do
wieczora będzie na zdjęciach, a jak skończy to na dole się wykąpie.
Skubany! O mnie nie pomyślał, chyba się mści za to tamto.
- Okej, skoro braciszek się zgodził to mi to nie przeszkadza - z
uśmiechem na twarzy odpowiedziałam, próbując przekonać miłego chłopaczka
z trądzikiem na twarzy. Następnie, kiedy młody sobie już poszedł,
zauważyłam, że Tsurugi jeszcze nie ma w pokoju. Postanowiłam, jak
najszybciej się przebrać. Ściągałam z siebie wszystko po kolei aż
zostałam w samej bieliźnie. To czas na ubrania Setsu. Zauważyłam,
podczas wyciągania ubrań z torby, urwało mi się ramiączko od stanika,
więc postanowiłam i jego zmienić na inny ma podarty stanik - Hm... to
chyba wtedy jak goniłam tego pięknego motylka... .- jednym ruchem
ściągnęłam stanik, który był tak zniszczony, że nawet nie musiałam go
ściągać - sam spadł. Kiedy tak sobie stałam usłyszałam otwieranie drzwi,
a w nich ujrzałam Rena. Zdenerwowałam się. Szybko złapałam za pierwszą
lepszą rzecz, aby się osłonić. Los chciał, że to był malutki ręcznik
pokojowy, który Tsuruga-san używał do wycierania się po prysznicu.
Poczułam się zażenowana.
- Widzisz bo... Braciszku miałam zrobić tobie kolację, ale nie było czasu, aby się przebrać, więc... - spojrzałam na Rena.
- Dlaczego się wstydzisz Setsu? Jesteśmy rodzeństwem. Ty mnie nagiego
widziałaś, a poza tym i tak nie masz nic do pokazania. - Ren złapał za
zegarek, którego zapomniał i powiedział:
- Przyszedłem po to. Sesja się przedłużyła i będziemy pracować do 21, więc nie czekaj na mnie. Wychodząc zatrzasnął mocno drzwi.
E tam. Na pewno nic nie widział. Haha! Czym ja się martwię i tak nie
mam czego pokazywać... - przypominając sobie słowa braciszka wściekłam
się, ale postanowiłam się odstresować i zrobić omlet ryżowy na kolacje.
Kończąc kolacje spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że jest po 21.
Postanowiłam poszukać braciszka i wychodząc z pokoju zobaczyłam go
stojącego przede mną. Poczułam nagły przypływ gniewu. Tsuruga-san
widząc moją zgorzkniała minę na jego widok, podchodzi bliżej poklepuję
mnie po głowie i bierze na ręce wyszeptując słowa:
- Witaj Setsu, jak ci minął dzień? - zaniósł mnie do pokoju. Nie
zdążyłam odpowiedzieć na pytanie Rena. Zgasił światło i rzucił mnie na
łóżko. Poczułam się głupio, przecież to nie moje łóżko, tylko
braciszka!. Tsuruga szybkim ruchem zgarnął pościel, położył się niemal
na mnie i kciukiem musnął moje pomalowane na różowo usta. Wypowiadając
słowo:
- Dobranoc - nasunął na siebie i na mnie kołdrę. Zasnął w kilka
sekund. Ja z trybu "Setsu" przeszłam w tryb " drewienka". W myślach
kłębiły mi się okropne myśli. Kiedy odwróciłam głowę w stronę Rena,
ujrzałam jego usta - były tak blisko. Próbowałam się oprzeć temu
widokowi, ale nie mogłam. Jego twarz wyglądała tak pięknie, że
przegrałam walkę z samą sobą. Powoli przybliżyłam swoje usta do jego
ust. Czułam żar w środku siebie, czułam, że muszę go pocałować.
Musnęłam go delikatnie po ustach mówiąc szeptem:
- To jest mój pierwszy pocałunek - i z uśmiechem na twarzy
zaczerwieniłam się jak nigdy dotąd. Wtuliłam się w klatkę piersiową Rena
tak delikatnie, że nawet się nie obudził i zasnęłam. Następnego dnia
chodziłam, jak struta przypominając sobie to co zrobiłam. Ren podszedł
do mnie. Nie mogłam jednak spojrzeć mu w oczy.
- Setsu, musimy iść na plan.
- Tak braciszku.- kiwając głową ruszyłam z nim na plan.
Ciekawostki :)
Edit: Karmel
Opowiadania, fanficki napisane na podstawie ciągu mangi lub całkiem wymyślone. Skupiamy się na mandze "Skip Beat!", ponieważ dzięki niej się poznałyśmy. Dużo jej zawdzięczamy. Zapraszamy czytelników różnych historii, fanów mang i anime, a w szczególności ludzi lubiących tytuł "Skip Beat!". Blog, który będzie zawierał opowiadania z naszych wyobraźni. Historie te będą różne, ponieważ tą stronę będzie prowadziło kilka osób.
O nas
- grupa.SNW
- Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
- Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Więcej takich opowiadań ze Skip Beat na prawdę więcęj
OdpowiedzUsuń