Spokojnym krokiem szedłem do biblioteki, jak każdego dnia.
Czułem dzisiaj wewnętrzną frustrację. Zobaczyłem go, jak zabawiał się z jakąś dziewczyną. Znowu.
To niesprawiedliwe... Ile razy się zakocham, to zawsze w takich
kolesiach co i tak nie będą się ze mną zadawać, a co dopiero więcej.
Szkoda mojego czasu, nerwów i serca.
Usiadłem przy stole w tym samym miejscu co zawsze. Okna były
pootwierane, ale nie przeszkadzały w czytaniu. Cisza zdawała się
napierać z każdej strony. Byłem sam.
Siedząc, tak już od godziny i czytając powieść jednego z moich
ulubionych autorów, nagle się zorientowałem, że nie wiem, co
przeczytałem.
- Ech - westchnąłem ciężko.
- Trzeba mieć powód, żeby tak wdychać - usłyszałem nagle. Podniosłem
głowę i zobaczyłem kolesia, którego kojarzyłem z klubu artystycznego.
Jest rok wyżej niż ja.
- Tak. Mam powód, ale nie muszę ci o nim mówić - odpowiedziałem chłodno.
- Rozumiem - uśmiechnął się do mnie dość uroczo.
"Uroczo"?? O czym ja myślę! Jeszcze przecież nawet się nie
otrząsnąłem z powodu złamanego serca, a tu taka jazda. Jestem debilem i
tyle.
Cokolwiek, naburmuszony wstałem i chciałem wyjść, lecz ten on złapał
moją rękę i pociągnął na swoje kolana. Spojrzałem wprost w te jego
orzechowe oczy, w których iskrzyły się małe ogniki. Nagle przyciągnął
moją twarz do swojej i mocno pocałował. Nie wiedziałem co robić,
ponieważ to było tak nagłe. Odepchnąłem go z całej siły i szybkim
krokiem wyszedłem z biblioteki. Byłem zszokowany całą tą sytuacją.
Postanowiłem unikać tego kolesia jak ognia. Miałem nadzieję, że raczej
go nie spotkam. Zwłaszcza, że nasze roczniki mają zajęcia w innych
częściach budynku.
Niestety, następnego dnia już z samego rana pierwszą osobą jaką
zobaczyłem - był "ON". Stał obok mojej szafki i wyglądało na to, że
czekał na mnie.
Zręcznie go wyminąłem i poszedłem dalej, jakby nigdy nic. Cały dzień
tak było. Zacząłem się zastanawiać - dlaczego... Po zajęciach, już
normalnym zwyczajem szedłem do biblioteki, gdy nagle uświadomiłem sobie,
że ani razu dzisiejszego dnia nie pomyślałem o tym, iż wczoraj złamano
mi serce. Nieświadomie, ale jednak i że przez cały ten czas myślałem o
tym kolesiu. Dlaczego? Pytanie warte miliona. Usiadłem na swoim miejscu i
otworzyłem książkę. Czytając ją, nie zauważyłem nawet, że ktoś się do
mnie przysiadł. Miejsce jakie sobie wybrałem na początku roku było w
rogu całej biblioteki. Zasłonięte przez półki dawało poczucie
prywatności. Raczej niewiele osób chciało tu przychodzić, a o tej porze
raczej nikogo nie ma. Kilka klubów miało swoje zajęcia i słychać było
czasem ludzi na boisku. Okna znów były otwarte. Lekkie podmuchy wiatru
chłodziły w ten dość ciepły dzień. Nie wiedząc, że nie jestem sam,
zamknąłem oczy i rozciągnąłem się, ponieważ poczułem lekkie zdrętwienie
ciała od długiego siedzenia w jednej pozycji.
Otworzyłem oczy. Zobaczyłem, że po drugiej stronie siedzi "ON". Wstałem nagle, jakby mnie piorun strzelił.
- Spokojnie - powiedział znów się uśmiechając.
- Nie zrobię ci nic złego tylko patrzyłem - dodał.
- Nie mogłeś powiedzieć, że tu jesteś? - zapytałem.
- Jakoś tak nie mogłem przestać ci się przyglądać, ponieważ jak
czytasz masz taką skupiona twarz, a nie chciałem ci przerywać -
odpowiedział.
- Dzięki za troskę, ale mimo wszystko mogłeś dać znać - byłem trochę
zdziwiony. Spojrzałem w te jego orzechowe oczy i nagle poczułem spokój.
Usiadłem z powrotem na krześle.
- Jak się nazywasz?- zapytałem ponieważ nie widziałem co powiedzieć.
- Ja nazywam się Gin - powiedział uśmiechając się przy tym szeroko, jakbym sprawił mu przyjemność.
- Ja jestem Cole.
- Wiem o tym - uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Tak? To ok - byłem lekko skonfundowany.
- Dlaczego więc mnie wczoraj pocałowałeś? - postanowiłem zagrać w otwarte karty, by potem nie żałować lub jeszcze gorzej.
- Wyglądałeś na smutnego - powiedział tak po prostu.
- Co proszę? !- krzyknąłem lekko się przy tym czerwieniąc. "Cholera by to wszystko" pomyślałem.
- Każdego tak całujesz, gdy zobaczysz, że jest smutny? - dodałem już ciszej.
- No nie każdego, a raczej jakby to powiedzieć... Chodzi mi o to, że
już od dłuższego czasu ci się przyglądam, a że wczoraj akurat przez
przypadek zobaczyłem, jak wchodzisz do biblioteki postanowiłem, że z
tobą pogadam, ale wyglądałeś na takiego smutnego i nie wiedziałem od
czego zacząć rozmowę. Postanowiłem, że poczekam aż skończysz i tak jakoś
samo wyszło - jakoś mnie nie przekonał.
- Czy ty aby się we mnie nie zabujałeś? - chciałem, aby zabrzmiało to
jak żart, ale jego mina ukazała z goła zupełnie inną reakcję niż
oczekiwałem. Był w szoku, jakbym odkrył coś czego nie powinienem.
- Czekaj, jeśli tak to dlaczego ja i powiedz, że ty też jesteś gejem -
powiedziałem szybko nagle się orientując, że się zdradziłem.
- Ty też? Co masz na myśli przez "ty też"? - zapytał z nadzieją w głosie.
"Cholera i co teraz?" - moje myśli szybkim tempem przebiegły mi przez głowę.
- Chodź - złapał mnie za rękę. Zdążyłem tylko złapać torbę i pociągnięty kroczyłem za nim.
Wyszliśmy ze szkoły. Idąc obok niego zauważyłem, że jest wyższy ode mnie. "Kurde mój typ" - pomyślałem. Lubiłem wysokich.
Dłuższy kawałek już szliśmy bez słowa. Gin wciąż trzymał moją rękę,
jakby to było coś naturalnego, choć doskonale wiedziałem, że nie
powinniśmy w miejscach publicznych tak robić, to nie miałem ochoty go
puszczać.
"Heh, to się robi śmieszne" - pomyślałem cokolwiek wcale nie zawstydzony.
Czułem ciepło bijące z jego ręki. Ścisnąłem ją mocniej, jakbym sam
siebie utwierdzał, że to się dzieje naprawdę. Gin, jakby wyczuwając to,
też ścisnął ją mocniej. Tak doszliśmy do wielkiego domu. Ogromna
rezydencja w białym kolorze otoczona pięknie zadbanym ogrodem. Wchodząc
do środka zacząłem myśleć, że coś mi nie pasuje i nagle się
zorientowałem, że idę sam bez protestu do domu kolesia, którego ledwo
poznałem w dodatku z jakiegoś powodu szczęśliwy.
Czy ja nie powinienem się... No nie wiem... Zatrzymać lub choćby zaprotestować?!
Idąc tak za Ginem po tych korytarzach i schodach w zupełnie nie
znanym mi kierunku -zgubiłbym się w tym labiryncie gdybym był sam - nie
miałem nawet ochoty krzyknąć:
"Ej koleś o co chodzi?!" - tylko spokojnie szedłem za nim.
- Już jesteśmy - powiedział Gin.
- Gdzie jesteśmy, bo widzisz nawet nie zaczaiłem o co biega, a ty
nagle mnie tu przyprowadziłeś - powiedziałem spojrzawszy na niego
pytająco.
- No tak przepraszam, to jest mój dom, a przyprowadziłem cię do
swojego pokoju - odpowiedział całkiem naturalnie, jakby mówił o
pogodzie.
Wprowadzając mnie do środka kazał mi zasłonić oczy. Zrobiłem jak chciał.
Posadził mnie chyba na łóżku, ponieważ było dość miękko.
- Już możesz otworzyć - gdy otworzyłem ujrzałem portret. Namalowany
chyba był olejną farbą. Trochę się znałem na tym, ale nie za dobrze, ale
chodziło o to, że to mój portret. Zobaczyłem samego siebie, siedzącego
na jednej z ławek w szkolnym parku, jak czytam książkę, a wiatr rozwiał
mi włosy.
Poczułem się troszkę szczęśliwy, ale tylko troszkę - zaznaczam. Obraz był świetnie namalowany.
Poczułem, jak Gin siada obok mnie.
- Wiesz, to był pierwszy raz jak cię zobaczyłem i tak jakoś mi utkwił
w głowie, więc postanowiłem go namalować, a później najzwyczajniej
świecie zakochałem się w tobie - powiedział cicho, jakby lekko się
wstydząc. Poczułem, że się czerwienię.
- Dzięki - wydukałem.
- Czy to znaczy, że mogę liczyć na coś więcej? - zapytał, a ja wyczułem nutkę nadziei w jego głosie.
- Ja nie wiem... Właściwie to nie jestem pewien... - nie wiedziałem
co powiedzieć. Byłem szczęśliwy, że ktoś mnie lubi w ten sposób, ale
trudno mi przychodzi okazywanie uczuć.
-Pozwól mi zatem, że udowodnię ci, jak bardzo mi zależy i że będziesz
ze mną szczęśliwy - powiedział, nagle popychając mnie na plecy i łapiąc
moje ręce.
- Ja... Nie musisz mi nic udowadniać. Ja jestem wdzięczny za to
uczucie i w ogóle... - nie pozwolił mi skończyć, ponieważ pocałował mnie
zdecydowanie i namiętnie zarazem.
Poczułem gorąco. Jego język tańczył z moim. Chciałem przerwać, ale
Gin jakby to wyczuwając, jeszcze bardziej pogłębił pocałunek, wkładając
przy tym jedną rękę pod moja koszulę, a drugą trzymał moje ręce, abym mu
się nie wyrwał. Skubaniec nie dość, że wysoki to jeszcze dość silny.
Przy jego posturze wydawałem się mały, jak dzieciak z podstawówki.
Poczułem, jak rozpina mi guziki i dotyka mojego brzucha. Dreszcze
przebiegły mi po plecach, wciąż całując mnie, zaczął rozpinać mi
spodnie. Poczułem podniecenie. W jego przypadku było tak samo. Czułem,
jak jego "męskość" stwardniała i ocierała się o moje biodro.
Kiedy już rozebrał mnie z koszuli (cokolwiek, się nie opierałem).
Włożył swoją rękę do moich spodni. Zaczął masować mojego członka
delikatnie, aczkolwiek zdecydowanie. Czułem jak moje podniecenie rośnie z
każdą sekundą. Byłem już tak podniecony, że zamiast się opierać
oczekiwałem na więcej i więcej.
Poczułem jego język na mojej klatce piersiowej. Powoli coraz niżej i
niżej. Czułem dreszcze i podniecenie. W tym samym czasie ściągał mi
spodnie i sam też się już rozebrał do majtek.
Byłem w stanie pozwolić mu na wszystko, ale przestraszyłem w pewnym
momencie, że to się za szybko dzieje oraz tego, że Gin tylko mnie
wykorzysta.
Złapałem go i odepchnąłem lekko.
- Coś się stało? - zapytał z troską w głosie podnosząc głowę.
- Wiesz, lepiej nie posuwajmy się za daleko - wyszeptałem cicho.
Bałem się. Tak nagle się wystraszyłem, że to wszystko jest tylko jakimś głupim snem i że się zaraz obudzę.
Gin był zdziwiony.
- Dlaczego masz taką minę? - spytał.
-Ja myślę, że nie powinniśmy - wstałem i zacząłem się na nowo ubierać.
- Dlaczego? Nie rozumiem? - Gin siedział na łóżku patrząc na mnie. Ja nie patrzyłem w jego stronę.
- Myślę, że to zbyt dużo na raz - powiedziałem cicho. Zdążyłem się już ubrać. Stanąłem przed Ginem. Chwycił moją rękę.
- Nie rozumiem. Myślałem... Ty i ja... - nie umiał poukładać w zdanie, tego co chciał powiedzieć.
Pomyślałem, że lepiej będzie przerwać, nim to zajdzie za daleko, a
później byśmy oboje tylko źle się z tym czuli. Zwłaszcza gdyby się
okazało, że jednak nic by z tego nie było. Chciałem mieć kogoś kto by
mnie kochał, ale nie chciałem też, by to wszystko zbyt szybko się
rozkręciło, a potem wypaliło jak świeca.
Wziąłem torbę i odwróciłem się od Gina. Wychodząc z pokoju spojrzałem
na niego i zobaczyłem jego zbolałą minę. Wiedziałem, że go zraniłem,
ale strach przed zbyt szybkim tempem i rozczarowaniem był większy.
Rozczarowaniem z jego strony, nie z mojej.
Na korytarzu stał jakiś mężczyzna.
- Poprowadzę do wyjścia - powiedział.
Skinąłem głową i poszedłem za nim. Wyprowadził mnie z tego labiryntu.
Później dość szybko udało mi się dostać do swojego domu, jak się
okazało mieszkał niedaleko mnie. Choć pojęcia nie miałem, że tak
niedaleko ktoś ma jakąś rezydencje godną króla.
Czułem żal, że mimo wszystko nie poszedł za mną, ale czego ja
oczekuje, przecież sam to przerwałem i jeszcze wyszedłem tak po prostu.
"Jestem kretynem" - westchnąłem ciężko.
Jakiś tydzień po tamtym zdarzeniu, znów siedziałem w bibliotece. Tym
razem zacząłem siadać na piętrze, gdzie nikt w ogóle nie przychodził,
ponieważ mieściły się tu książki, tylko dla nauczycieli. Czytałem
książkę, a raczej przewracałem kartkę, nawet nie czytając słów na niej
zawartych.
Wciąż myślałem o Ginie, o tym wszystkim. Czasem widziałem na placu
przed szkołą jak z kimś gadał i czułem niepokój, gdy okazywał komuś
jakieś bardziej przyjacielskie gesty. Raczej nie widać było po nim, by
był smutny lub załamany co mnie niestety irytowało. Czułem wewnętrzną
frustrację. Znowu... Tym bardziej, że Gin tak wyniośle mówił, jak to mu
się podobam i że mnie kocha.
Byłem smutny. Siedząc tak teraz w bibliotece wypominałem, jak mnie
dotykał i pieścił językiem, jak jego ręka masowała mojego członka aż
mało co nie zwariowałem z podniecenia.
Poczułem podniecenie. Rozejrzałem się na wszelki wypadek, czy aby na
pewno jestem sam i ściągnąłem spodnie. Złapałem za swoją na wpół
nabrzmiałą "męskość" i zacząłem masować wyobrażając sobie, że robi to
Gin. Wciąż pamiętałem jego dotyk, więc szybko się podnieciłem na maksa.
Byłem tym tak zaabsorbowany, że nawet nie zauważyłem iż właśnie ktoś
stanął koło mnie. Nagle poczułem, jak ktoś łapię moją rękę, którą
właśnie się pobudzałem i poczułem język na mojej męskości. To uczucie
było tak niesamowite, że nie byłem w stanie przerwać. Czułem, jak mój
członek ląduje w buzi i jak ten ktoś zręcznie się nim zajmuje. Doszedłem
szybko i zdecydowanie. Byłem niesamowicie usatysfakcjonowany.
Otworzyłem oczy, by zobaczyć kto to i zobaczyłem Gina, który właśnie
rozpinał swoje spodnie. Zdziwiłem się, ale nie byłem nic w stanie
powiedzieć. Gin stanął przede mną i moim oczom ukazał się dość okazały
członek. Wiedząc doskonale w co się pakuje wziąłem go do ust i zacząłem
go pieścić. Czułem, jak jego męskość coraz bardziej twardnieje w mojej
buzi.
Nagle Gin się wycofał i podciągnął mnie po czym położył mnie na
stole. Postanowiłem iść na żywioł i tym razem się nie wycofywać. Gin
włożył mi dwa palce i poczułem, to dość trochę dziwne uczucie, ale mi to
nie przeszkadzało, chociaż nigdy wcześniej tego nie robiłem, to
chciałem, aby w końcu do tego doszło.
W czasie gdy penetrował mnie palcami ja przyciągnąłem go do siebie i
zacząłem go całować. Nagle Gin wyciągnął palce po czym poczułem coś
większego i ciepłego, co właśnie wchodziło we mnie. Poczułem ból.
Syknąłem cicho.
- Wszystko w porządku, Jakby co to mogę przerwać... - usłyszałem przy uchu szept Gina.
- Nie, nie przerywaj tylko bądź delikatniejszy, bo to pierwszy raz jak to robię- wysapałem cicho.
- Naprawdę? - Gin się zdziwił.
- Tak - pokiwałem głową.
Gin nie ruszał się przez chwilę, ale nie był w stanie, zbyt długo
wytrzymać i zaczął się poruszać. Mimo bólu czułem też coś niesamowicie
podniecającego. Gin ruszał się coraz szybciej, a ja czułem, że za
niedługo dojdę. Poruszaliśmy się coraz szybciej i szybciej, aż w końcu
obydwaj doszliśmy.
Gin położył się na mnie zmęczony. Przytuliłem go i pocałowałem go.
- A więc jednak dasz mi szanse na to, bym mógł okazać, to że cię kocham? - zapytał z uśmiechem.
- Tak, ale naprawdę dawaj znać wcześniej, jak do mnie podchodzisz, gdy siedzę w bibliotece - zaśmiałem się.
- Nie, ponieważ nigdy nie wiadomo co w tym czasie będziesz robił.
Zaśmialiśmy się oboje.
******************
Wiem, że moje opowiadania są zboczone i dość otwarte. W dodatku
pisze, to tak obrazowo. Mam nadzieję, że choć trochę wam się spodobają,
a jeśli nie to powiedzcie i nie będę.
Buziaki dobre duszki:*:*:*:*:*:*:*:*
Ognista
Edit: Karmel
Opowiadania, fanficki napisane na podstawie ciągu mangi lub całkiem wymyślone. Skupiamy się na mandze "Skip Beat!", ponieważ dzięki niej się poznałyśmy. Dużo jej zawdzięczamy. Zapraszamy czytelników różnych historii, fanów mang i anime, a w szczególności ludzi lubiących tytuł "Skip Beat!". Blog, który będzie zawierał opowiadania z naszych wyobraźni. Historie te będą różne, ponieważ tą stronę będzie prowadziło kilka osób.
O nas
- grupa.SNW
- Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
- Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Usia !!! Zajebiste to jest !!! Czytałam to z wypiekami na twarzy. <3 Boski one-shot!!! Ale z resztą co ja ci będę mówiła sama dobrze wiesz,że twoje opowiadania są sugoi !!!
OdpowiedzUsuńTwoja Emiko