O nas

Moje zdjęcie
Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.

czwartek, 6 września 2012

Wśród bibliotecznej ciszy...

Spokojnym krokiem szedłem do biblioteki, jak każdego dnia.
Czułem dzisiaj wewnętrzną frustrację. Zobaczyłem go, jak zabawiał się z jakąś dziewczyną. Znowu.
To niesprawiedliwe... Ile razy się zakocham, to zawsze w takich kolesiach co i tak nie będą się ze mną zadawać, a co dopiero więcej. Szkoda mojego czasu, nerwów i serca.
Usiadłem przy stole w tym samym miejscu co zawsze. Okna były pootwierane, ale nie przeszkadzały w czytaniu. Cisza zdawała się napierać z każdej strony. Byłem sam.
Siedząc, tak już od godziny i czytając powieść jednego z moich ulubionych autorów, nagle się zorientowałem, że nie wiem, co przeczytałem.
- Ech - westchnąłem ciężko.
- Trzeba mieć powód, żeby tak wdychać - usłyszałem nagle. Podniosłem głowę i zobaczyłem kolesia, którego kojarzyłem z  klubu artystycznego. Jest rok wyżej niż ja.
- Tak. Mam powód, ale nie muszę ci o nim mówić - odpowiedziałem chłodno.
- Rozumiem - uśmiechnął się do mnie dość uroczo.
"Uroczo"?? O czym ja myślę! Jeszcze przecież nawet się nie otrząsnąłem z powodu złamanego serca, a tu taka jazda. Jestem debilem i tyle.
Cokolwiek, naburmuszony wstałem i chciałem wyjść, lecz ten on złapał moją rękę i pociągnął na swoje kolana. Spojrzałem wprost w te jego orzechowe oczy, w których iskrzyły się małe ogniki. Nagle przyciągnął moją twarz do swojej i mocno pocałował. Nie wiedziałem co robić, ponieważ to było tak nagłe. Odepchnąłem go z całej siły i szybkim krokiem wyszedłem z biblioteki. Byłem zszokowany całą tą sytuacją. Postanowiłem unikać tego kolesia jak ognia. Miałem nadzieję, że raczej go nie spotkam. Zwłaszcza, że nasze roczniki mają zajęcia w innych częściach budynku.
Niestety, następnego dnia już z samego rana pierwszą osobą jaką zobaczyłem - był "ON". Stał obok mojej szafki i wyglądało na to, że czekał na mnie.
Zręcznie go wyminąłem i poszedłem dalej, jakby nigdy nic. Cały dzień tak było. Zacząłem się zastanawiać - dlaczego... Po zajęciach, już normalnym zwyczajem szedłem do biblioteki, gdy nagle uświadomiłem sobie, że ani razu dzisiejszego dnia nie pomyślałem o tym, iż wczoraj złamano mi serce. Nieświadomie, ale jednak i że przez cały ten czas myślałem o tym kolesiu. Dlaczego? Pytanie warte miliona. Usiadłem na swoim miejscu i otworzyłem książkę. Czytając ją, nie zauważyłem nawet, że ktoś się do mnie przysiadł. Miejsce jakie sobie wybrałem na początku roku było w rogu całej biblioteki. Zasłonięte przez półki dawało poczucie prywatności. Raczej niewiele osób chciało tu przychodzić, a o tej porze raczej nikogo nie ma. Kilka klubów miało swoje zajęcia i słychać było czasem ludzi na boisku. Okna znów były otwarte. Lekkie podmuchy wiatru chłodziły w ten dość ciepły dzień. Nie wiedząc, że nie jestem sam, zamknąłem oczy i rozciągnąłem się, ponieważ poczułem lekkie zdrętwienie ciała od długiego siedzenia w jednej pozycji.
Otworzyłem oczy. Zobaczyłem, że po drugiej stronie siedzi "ON". Wstałem nagle, jakby mnie piorun strzelił.
- Spokojnie - powiedział znów się uśmiechając.
- Nie zrobię ci nic złego tylko patrzyłem - dodał.
- Nie mogłeś powiedzieć, że tu jesteś? - zapytałem.
- Jakoś tak nie mogłem przestać ci się przyglądać, ponieważ jak czytasz masz taką skupiona twarz, a nie chciałem ci przerywać - odpowiedział.
- Dzięki za troskę, ale mimo wszystko mogłeś dać znać - byłem trochę zdziwiony. Spojrzałem w te jego orzechowe oczy i nagle poczułem spokój.
Usiadłem z powrotem na krześle.
- Jak się nazywasz?- zapytałem ponieważ nie widziałem co powiedzieć.
- Ja nazywam się Gin - powiedział uśmiechając się przy tym szeroko, jakbym sprawił mu przyjemność.
- Ja jestem Cole.
- Wiem o tym - uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Tak? To ok - byłem lekko skonfundowany.
- Dlaczego więc mnie wczoraj pocałowałeś? - postanowiłem zagrać w otwarte karty, by potem nie żałować lub jeszcze gorzej.
- Wyglądałeś na smutnego - powiedział tak po prostu.
- Co proszę? !- krzyknąłem lekko się przy tym czerwieniąc. "Cholera by to wszystko" pomyślałem.
- Każdego tak całujesz, gdy zobaczysz, że jest smutny? - dodałem już ciszej.
- No nie każdego, a raczej jakby to powiedzieć... Chodzi mi o to, że już od dłuższego czasu ci się przyglądam, a że wczoraj akurat przez przypadek zobaczyłem, jak wchodzisz do biblioteki postanowiłem, że z tobą pogadam, ale wyglądałeś na takiego smutnego i nie wiedziałem od czego zacząć rozmowę. Postanowiłem, że poczekam aż skończysz i tak jakoś samo wyszło - jakoś mnie nie przekonał.
- Czy ty aby się we mnie nie zabujałeś? - chciałem, aby zabrzmiało to jak żart, ale jego mina ukazała z goła zupełnie inną reakcję niż oczekiwałem. Był w szoku, jakbym odkrył coś czego nie powinienem.
- Czekaj, jeśli tak to dlaczego ja i powiedz, że ty też jesteś gejem - powiedziałem szybko nagle się orientując, że się zdradziłem.
- Ty też? Co masz na myśli przez "ty też"? - zapytał z nadzieją w głosie.
"Cholera i co teraz?" - moje myśli szybkim tempem przebiegły mi przez głowę.
- Chodź - złapał mnie za rękę. Zdążyłem tylko złapać torbę i pociągnięty kroczyłem za nim.
Wyszliśmy ze szkoły. Idąc obok niego zauważyłem, że jest wyższy ode mnie. "Kurde mój typ" - pomyślałem. Lubiłem wysokich.
Dłuższy kawałek już szliśmy bez słowa. Gin wciąż trzymał moją rękę, jakby to było coś naturalnego, choć doskonale wiedziałem, że nie powinniśmy w miejscach publicznych tak robić, to nie miałem ochoty go puszczać.
"Heh, to się robi śmieszne" - pomyślałem cokolwiek wcale nie zawstydzony.
Czułem ciepło bijące z jego ręki. Ścisnąłem ją mocniej, jakbym sam siebie utwierdzał, że to się dzieje naprawdę. Gin, jakby wyczuwając to, też ścisnął ją mocniej. Tak doszliśmy do wielkiego domu. Ogromna rezydencja w białym kolorze otoczona pięknie zadbanym ogrodem. Wchodząc do środka zacząłem myśleć, że coś mi nie pasuje i nagle się zorientowałem, że idę sam bez protestu do domu kolesia, którego ledwo poznałem w dodatku z jakiegoś powodu szczęśliwy.
Czy ja nie powinienem się... No nie wiem... Zatrzymać lub choćby zaprotestować?!
Idąc tak za Ginem po tych korytarzach i schodach w zupełnie nie znanym mi kierunku -zgubiłbym się w tym labiryncie gdybym był sam - nie miałem nawet ochoty krzyknąć:
"Ej koleś o co chodzi?!" - tylko spokojnie szedłem za nim.
- Już jesteśmy - powiedział Gin.
- Gdzie jesteśmy, bo widzisz nawet nie zaczaiłem o co biega, a ty nagle mnie tu przyprowadziłeś - powiedziałem spojrzawszy na niego pytająco.
- No tak przepraszam, to jest mój dom, a przyprowadziłem cię do swojego pokoju - odpowiedział całkiem naturalnie, jakby mówił o pogodzie.
Wprowadzając mnie do środka kazał mi zasłonić oczy. Zrobiłem jak chciał.
Posadził mnie chyba na łóżku, ponieważ było dość miękko.
- Już możesz otworzyć -  gdy otworzyłem ujrzałem portret. Namalowany chyba był olejną farbą. Trochę się znałem na tym, ale nie za dobrze, ale chodziło o to, że to mój portret. Zobaczyłem samego siebie, siedzącego na jednej z ławek w szkolnym parku, jak czytam książkę, a wiatr rozwiał mi włosy.
Poczułem się troszkę szczęśliwy, ale tylko troszkę - zaznaczam. Obraz był świetnie namalowany.
Poczułem, jak Gin siada obok mnie.
- Wiesz, to był pierwszy raz jak cię zobaczyłem i tak jakoś mi utkwił w głowie, więc postanowiłem go namalować, a później najzwyczajniej świecie zakochałem się w tobie - powiedział cicho, jakby lekko się wstydząc. Poczułem, że się czerwienię.
- Dzięki - wydukałem.
- Czy to znaczy, że mogę liczyć na coś więcej? - zapytał, a ja wyczułem nutkę nadziei w jego głosie.
- Ja nie wiem... Właściwie to nie jestem pewien... - nie wiedziałem co powiedzieć. Byłem szczęśliwy, że ktoś mnie lubi w ten sposób, ale trudno mi przychodzi okazywanie uczuć.
-Pozwól mi zatem, że udowodnię ci, jak bardzo mi zależy i że będziesz ze mną szczęśliwy - powiedział, nagle popychając mnie na plecy i łapiąc moje ręce.
- Ja... Nie musisz mi nic udowadniać. Ja jestem wdzięczny za to uczucie i w ogóle... - nie pozwolił mi skończyć, ponieważ pocałował mnie zdecydowanie i namiętnie zarazem.
Poczułem gorąco. Jego język tańczył z moim. Chciałem przerwać, ale Gin jakby to wyczuwając, jeszcze bardziej pogłębił pocałunek, wkładając przy tym jedną rękę pod moja koszulę, a drugą trzymał moje ręce, abym mu się nie wyrwał. Skubaniec nie dość, że wysoki to jeszcze dość silny.  Przy jego posturze wydawałem się mały, jak dzieciak z podstawówki. Poczułem, jak rozpina mi guziki i dotyka mojego brzucha. Dreszcze przebiegły mi po plecach, wciąż całując mnie, zaczął rozpinać mi spodnie. Poczułem podniecenie. W jego przypadku było tak samo. Czułem, jak jego "męskość" stwardniała i ocierała się o moje biodro.
Kiedy już rozebrał mnie z koszuli (cokolwiek, się nie opierałem). Włożył swoją rękę do moich spodni. Zaczął masować mojego członka delikatnie, aczkolwiek zdecydowanie. Czułem jak moje podniecenie rośnie z każdą sekundą. Byłem już tak podniecony, że zamiast się opierać oczekiwałem na więcej i więcej.
Poczułem jego język na mojej klatce piersiowej. Powoli coraz niżej i niżej. Czułem dreszcze i podniecenie. W tym samym czasie ściągał mi spodnie i sam też się już rozebrał do majtek.
Byłem w stanie pozwolić mu na wszystko, ale przestraszyłem w pewnym momencie, że to się za szybko dzieje oraz tego, że Gin tylko mnie wykorzysta.
Złapałem go i odepchnąłem lekko.
- Coś się stało? - zapytał z troską w głosie podnosząc głowę.
- Wiesz, lepiej nie posuwajmy się za daleko - wyszeptałem cicho.
Bałem się. Tak nagle się wystraszyłem, że to wszystko jest tylko jakimś głupim snem i że się zaraz obudzę.
Gin był zdziwiony.
- Dlaczego masz taką minę? - spytał.
-Ja myślę, że nie powinniśmy - wstałem i zacząłem się na nowo ubierać.
- Dlaczego? Nie rozumiem? - Gin siedział na łóżku patrząc na mnie. Ja nie patrzyłem w jego stronę.
- Myślę, że to zbyt dużo na raz - powiedziałem cicho. Zdążyłem się już ubrać. Stanąłem przed Ginem. Chwycił moją rękę.
- Nie rozumiem. Myślałem... Ty i ja... - nie umiał poukładać w zdanie, tego co chciał powiedzieć.
Pomyślałem, że lepiej będzie przerwać, nim to zajdzie za daleko, a później byśmy oboje tylko źle się z tym czuli. Zwłaszcza gdyby się okazało, że jednak nic by z tego nie było. Chciałem mieć kogoś kto by mnie kochał, ale nie chciałem też, by to wszystko zbyt szybko się rozkręciło, a potem wypaliło jak świeca.
Wziąłem torbę i odwróciłem się od Gina. Wychodząc z pokoju spojrzałem na niego i zobaczyłem jego zbolałą minę. Wiedziałem, że go zraniłem, ale strach przed zbyt szybkim tempem i rozczarowaniem był większy. Rozczarowaniem z jego strony, nie z mojej.
Na korytarzu stał jakiś mężczyzna.
- Poprowadzę do wyjścia - powiedział.
Skinąłem głową i poszedłem za nim. Wyprowadził mnie z tego labiryntu. Później dość szybko udało mi się dostać do swojego domu, jak się okazało mieszkał niedaleko mnie. Choć pojęcia nie miałem, że tak niedaleko ktoś ma jakąś rezydencje godną króla.
Czułem żal, że mimo wszystko nie poszedł za mną, ale czego ja oczekuje, przecież sam to przerwałem i jeszcze wyszedłem tak po prostu.
"Jestem kretynem"  - westchnąłem ciężko.
Jakiś tydzień po tamtym zdarzeniu, znów siedziałem w bibliotece. Tym razem zacząłem siadać na piętrze, gdzie nikt w ogóle nie przychodził, ponieważ mieściły się tu książki, tylko dla nauczycieli. Czytałem książkę, a raczej przewracałem kartkę, nawet nie czytając słów na niej zawartych.
Wciąż myślałem o Ginie, o tym wszystkim. Czasem widziałem na placu przed szkołą jak z kimś gadał i czułem niepokój, gdy okazywał komuś jakieś bardziej przyjacielskie gesty. Raczej nie widać było po nim, by był smutny lub załamany co mnie niestety irytowało. Czułem wewnętrzną frustrację. Znowu... Tym bardziej, że Gin tak wyniośle mówił, jak to mu się podobam i że mnie kocha.
Byłem smutny. Siedząc tak teraz w bibliotece wypominałem, jak mnie dotykał i pieścił językiem, jak jego ręka masowała mojego członka aż mało co nie zwariowałem z podniecenia.
Poczułem podniecenie. Rozejrzałem się na wszelki wypadek, czy aby na pewno jestem sam i ściągnąłem spodnie. Złapałem za swoją na wpół nabrzmiałą "męskość" i zacząłem masować wyobrażając sobie, że robi to Gin. Wciąż pamiętałem jego dotyk, więc szybko się podnieciłem na maksa.
Byłem tym tak zaabsorbowany, że nawet nie zauważyłem iż właśnie ktoś stanął koło mnie. Nagle poczułem, jak ktoś łapię moją rękę, którą właśnie się pobudzałem i poczułem język na mojej męskości. To uczucie było tak niesamowite, że nie byłem w stanie przerwać. Czułem, jak mój członek ląduje w buzi i jak ten ktoś zręcznie się nim zajmuje. Doszedłem szybko i zdecydowanie. Byłem niesamowicie usatysfakcjonowany.
Otworzyłem oczy, by zobaczyć kto to i zobaczyłem Gina, który właśnie rozpinał swoje spodnie. Zdziwiłem się, ale nie byłem nic w stanie powiedzieć. Gin stanął przede mną i moim oczom ukazał się dość okazały członek. Wiedząc doskonale w co się pakuje wziąłem go do ust i zacząłem go pieścić. Czułem, jak jego męskość coraz bardziej twardnieje w mojej buzi.
Nagle Gin się wycofał i podciągnął mnie po czym położył mnie na stole. Postanowiłem iść na żywioł i tym razem się nie wycofywać. Gin włożył mi dwa palce i poczułem, to dość trochę dziwne uczucie, ale mi to nie przeszkadzało, chociaż nigdy wcześniej tego nie robiłem, to chciałem, aby w końcu do tego doszło.
W czasie gdy penetrował mnie palcami ja przyciągnąłem go do siebie i zacząłem go całować. Nagle Gin wyciągnął palce po czym poczułem coś większego i ciepłego, co właśnie wchodziło we mnie. Poczułem ból. Syknąłem cicho.
- Wszystko w porządku, Jakby co to mogę przerwać... - usłyszałem przy uchu szept Gina.
- Nie, nie przerywaj tylko bądź delikatniejszy, bo to pierwszy raz jak to robię- wysapałem cicho.
- Naprawdę? - Gin się zdziwił.
- Tak - pokiwałem głową.
Gin nie ruszał się przez chwilę, ale nie był w stanie, zbyt długo wytrzymać i zaczął się poruszać. Mimo bólu czułem też coś niesamowicie podniecającego. Gin ruszał się coraz szybciej, a ja czułem, że za niedługo dojdę. Poruszaliśmy się coraz szybciej i szybciej, aż w końcu obydwaj doszliśmy.
Gin położył się na mnie zmęczony. Przytuliłem go i pocałowałem go.
- A więc jednak dasz mi szanse na to, bym mógł okazać, to że cię kocham? - zapytał z uśmiechem.
- Tak, ale naprawdę dawaj znać wcześniej, jak do mnie podchodzisz, gdy siedzę w bibliotece - zaśmiałem się.
- Nie, ponieważ nigdy nie wiadomo co w tym czasie będziesz robił.
Zaśmialiśmy się oboje.

******************
Wiem, że moje opowiadania są zboczone i dość otwarte. W dodatku pisze, to tak obrazowo.  Mam nadzieję, że choć trochę wam się spodobają, a jeśli nie to powiedzcie i nie będę.
Buziaki dobre duszki:*:*:*:*:*:*:*:*
Ognista
Edit: Karmel

1 komentarz:

  1. Usia !!! Zajebiste to jest !!! Czytałam to z wypiekami na twarzy. <3 Boski one-shot!!! Ale z resztą co ja ci będę mówiła sama dobrze wiesz,że twoje opowiadania są sugoi !!!

    Twoja Emiko

    OdpowiedzUsuń