Tego dnia płakałam. Od tamtego feralnego dnia 12 lat temu nie
uroniłam ani łzy. Dzisiaj nie byłam w stanie się opamiętać. Nigdy więcej
nie chcę widzieć śmierci bliskiej mi osoby - ta myśl była jedynym moim
przyjacielem. Dlatego też unikałam wszelkich głębszych znajomości. Nie
chciałam się przywiązywać do żadnego miejsca, nie gromadziłam
wspaniałych wspomnień, nie robiłam zdjęć z przyjaciółmi. Więc dlaczego
to musiało się tak skończyć...? Czy to wszystko moja wina? Czy moje
istnienie jest samo w sobie zagładą dla ludzi, którzy mnie otaczają?
Może powinnam umrzeć. Nikt i tak by za mną nie tęsknił. Nikt się nawet
nie zorientuje, bo.... nie ma już kto.
Było to 4 kwietnia 2000 roku. Razem z rodzicami i bratem jechaliśmy
do dziadków. Z tamtego dnia pamiętam niewiele. Wstałam, zapakowałam się
do samochodu i poszłam spać. Następne co pamiętam to to, że otworzyłam
oczy i nic nie mogłam zobaczyć. Wszędzie było ciemno. Słyszałam też
wtedy głos. Wołał mnie. Nie chciałam go słuchać.Wołał wtedy jeszcze
głośniej. W jego barwie było coś zimnego, ostrego i złowieszczego. Bałam
się. Nawet się nie zorientowałam, kiedy się obudziłam. Chwilę później
mieliśmy czołówkę z TIR-em. Znowu ciemność. Tym razem słyszałam tylko
jego złowieszczy śmiech. I kolejne obrazy. Krew, krew i jeszcze raz
krew. Gdzieś pomiędzy całym tym złomem i czerwoną substancją leżeli moi
rodzice i brat. Nie byłam w stanie ich zobaczyć. Następne co pamiętam to
białe światło w szpitalu. Jak tylko otworzyłam oczy wokół mnie
zgromadziła się grupa osób. Nie pamiętam ich twarzy. Nawet myślę, że ich
po prostu nie mieli. Zaczęli zadawać jakieś dziwne pytania. Najbardziej
zaskoczyło mnie pytanie o moje samopoczucie. No tak, właśnie widziałam
śmierć najbliższych i dzięki temu czuję się świetnie. Powiedziałam im
wszystko co chcieli wiedzieć. Po tym wszystkim zasnęłam.
Obudziłam się w tym samym pomieszczeniu. Pielęgniarka powiedziała mi,
że spałam 3 dni i że moja ciocia tu jest by mnie zabrać do domu. Tym
co bardziej mnie zdziwiło od tego ile spałam, było to, że o niczym nie
śniłam i że nic wtedy nie słyszałam. Od tamtej pory nie płakałam.
Po powrocie ze szpitala zamieszkałam u cioci. Miałam wtedy 7 lat.
Ciocia była samotna, pracowała, była moją chrzestną, nie miała dzieci.
Nie było żadnych przeciwwskazań, żeby się mną zajęła. Moją jedyną
rodziną była ciocia Lizaura - siostra mamy i dziadkowie ze strony taty.
Nasza rodzina była po prostu mała, więc nie było też zbytnio w czym
przebierać, jeżeli chodziło o mojego prawnego opiekuna. Ciocia Liza była
piękna. Wysoka, szczupła, zgrabna, z czarnymi włosami do ramion i
niesamowicie zielonymi oczami. Zawsze ją podziwiałam i zastanawiałam
się, czemu taka osoba jak ona nie ma męża. Jako że mieszkałyśmy we dwie i
już wcześniej miałyśmy dobry kontakt, tak jeszcze bardziej się
zżyłyśmy po tej stracie. Mimo że mieszkanie nie było wielkie, to miałam
swój własny pokój. Miał jasne niebieskie ściany a okno wychodziło na
wschód. W pokoju stała kanapa, szafa, regał na książki i małe biurko.
Meble były ze starego brązowego drzewa, co dodawało pokojowi uroku.
Jako że ciocia Liza lubiła czytać, to po całym domu miała poupychane
miliony książek - także w moim pokoju. To jej zawdzięczam pasję do
czytania. Te cztery ściany były moim małym azylem, do którego dostęp
miałam tylko ja i ciocia. Nasz własny świat. Nim się obejrzałam, minął
już rok.
Jakby na zawołanie znowu zaczęłam mieć te sny. Zrozumiałam, że jeśli
czegoś nie zmienię, znowu skończy się to tragicznie. Tamten wypadek to
była jego wina. To była kara wymierzona we mnie za to, że go nie
posłuchałam. Bałam się, że znowu kogoś mi zabierze, że zabierze mi
ostatnią osobę na której mi zależy. Zaczęłam więc traktować ciocię
ozięble, byłam okropna, marudziłam, robiłam jej zawsze na przekór.
Myślę jednak, że zrozumiała o co mi chodzi. Musiała to wyczuć i
zgodziła się na to, co chciałam zrobić, choć pewnie długo musiała siebie
samą do tego przekonywać. W ciągu dwóch miesięcy stałyśmy się sobie
zupełnie obce a sen przestał mnie prześladować. Wtedy to zrozumiałam, że
nie mogę mieć już nikogo bliskiego mojemu sercu. Nie zniosłabym
ponownej straty osoby tak mi ważnej. Zaczęłam się izolować. W szkole nie
spoufalałam się zbytnio z innymi dzieciakami, lecz ich nie unikałam.
Dopóki ten głos się nie pojawiał, było dobrze.
Ukojenie znalazłam w książkach. Potrafiłam czytać całymi dniami.
Kiedy czytałam, wyłączałam się całkowicie, przestawałam istnieć. Byłam
książką, żyłam życiem bohaterów, mówiłam ich głosami, miałam ich myśli.
Nie obchodził mnie świat zewnętrzny i koszmary, bo nie było Ellen -
nie było mnie. Tak minęła mi cała podstawówka i gimnazjum.
============================
Jako, że to moja pierwsza powieść, czuję się trochę niepewnie. Proszę
więc o zostawienie komentarzy, co pomogłoby mi stwierdzić, czy mam po
co dalej pisać ;P Chciałabym też poinformować, że będzie to dłuższe
opowiadanie. Mam nadzieję, że uda mi się stworzyć coś na wzór książki.
Mam nadzieję, że dotrwacie razem ze mną :) Część druga pierwszego
rozdziału powinna się już niedługo pojawić! Mam nadzieję, że was nie
zawiodę dalszym tokiem akcji!
Kahowska
Opowiadania, fanficki napisane na podstawie ciągu mangi lub całkiem wymyślone. Skupiamy się na mandze "Skip Beat!", ponieważ dzięki niej się poznałyśmy. Dużo jej zawdzięczamy. Zapraszamy czytelników różnych historii, fanów mang i anime, a w szczególności ludzi lubiących tytuł "Skip Beat!". Blog, który będzie zawierał opowiadania z naszych wyobraźni. Historie te będą różne, ponieważ tą stronę będzie prowadziło kilka osób.
O nas
- grupa.SNW
- Cały kraj! Rozsypane wszędzie, Poland
- Bloga prowadzi sześć wspaniałych dziewczyn, które piszą opowiadania i historyjki. Mają wspólne zainteresowania: mangę i anime. Dzięki jednej z nich się poznałyśmy, tą mangą jest "Skip Beat!". Dużo jej zawdzięczamy i bardzo ją lubimy. To my: - Ognista, - Karmel, - Kahowska, - _xXx_, - Ciekawostki, - Taka Sobie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz